Czwartek, 31 marca 2016
Duży
Mówiłyśmy (z siostrą) o nim Duży, bo był duży.
A w zasadzie nie, w zasadzie duże to miał stopy i dłonie (prawdziwie bramkarskie). Duży był po prostu wysoki. Bardzo wysoki. Koledzy, trenerzy mówili na niego Pająk, albo „pieszczotliwie” – Pajączek. To mnie zawsze bawiło. Kiedy na przykład słyszałam jak trener Łętocha pokrzykuje… Pajączek:).
Duży był bramkarzem i widząc jego zaanagażowanie na boisku myślałam sobie, że piłkarska przyszłość przed nim i że kiedyś będę może mogła się chwalić tym, że znam bramkarza reprezentacji Polski.
Bo Duży miał potencjał, marzenia i cele.
Na imię miał Patryk. Nazywał się Szewczak i przyjechał do Mielca grać w piłkę i spełniać swoje marzenia.
Dużego poznałam jakoś tak chyba w lecie, kiedy przyszli po treningu z moim siostrzeńcem Patrykiem. Zmęczeni. Treningiem i upałem.
Poczęstowałam Dużego zupą pomidorową, ale nie zjadł:). Jak się potem okazało – nie zjadł bo w zupie pływały zioła:). Ta niezjedzona zupa, była potem tematem żartów przez kilka miesięcy.
Zapamiętam nieśmiały uśmiech Dużego. Takim właśnie uśmiechem obdarzał innych.
Dwa tygodnie temu Duży Patryk i mniejszy Patryk szli sobie, a ja siedziałam w oknie. Uśmiechnęłam się do nich, oni do mnie, a ja pomyślałam: jacy młodzi, uśmiechnięci, mega przystojni i z pasją. Całe życie przed nimi! Tak wtedy myślałam.
Zaproponowałam Dużemu zupę pomidorową, od razu uprzedzając, że gotowała moja siostra i nie ma w niej ziół. Śmiał się. Wychodziłam z domu, bo wracałam do Tarnowa, weszłam do pokoju, pożegnałam się z chłopakami. Duży odpowiedział, uśmiechnął się. Skąd mogłam wiedzieć, że nigdy go już nie zobaczę?
W drodze do domu otworzyłam FB, a tam zdjęcie Duży i Mały. Dwóch Patryków. Uśmiechniętych. Tak mi się spodobało, że po powrocie do domu zapisałam sobie je na pulpicie.
W Wielką Sobotę Duży jechał na mecz ze swoimi kolegami. Jechało ich 8. Nie przejechali zakrętu w Weryni.
Trudno było w to uwierzyć, że jeden zakręt okazał się ostatnim w życiu piątki młodych chłopaków.
Trudno było uwierzyć, że jest wśród nich Duży, który w grudniu obchodził 18 urodziny. Przyjaciel mojego siostrzeńca. Jak mówi o nim… brat.
To były jedne z najsmutniejszych świąt, jakie przytrafiły się w moim życiu.
Podobno nic nie dzieje się bez przyczyny, bez jakiegoś celu. Trudno uwierzyć w to po tym wypadku. Wypadku, w którym życie traci tylu młodych chłopaków, synów, ojców, braci. Wypadku w którym życie traci dwóch braci, a trzeci wciąż o nie walczy.
Ale.. takie straszne dni, które niestety przychodzi nam przeżywać w życiu zmuszają do wielu refleksji.
Nie odkładajcie spotkań z przyjaciółmi na potem, nie odkładajcie rozmów telefonicznych czy odpisania na maile na potem, bo nigdy już może nie zdarzyć się .. potem.
W naszym krótkim i często trudnym życiu, najważniejsi są LUDZIE. Ci, których nazywamy swoimi przyjaciółmi nie są nimi tylko po to by wspomagali nas w biedzie, towarzyszyli w radosnych chwilach. Powinniśmy pamiętać, że mamy przyjaciół przede wszystkim wtedy kiedy to oni są w potrzebie.
To jest właśnie miara przyjaźni – bycie dla innych wtedy, kiedy potrzebują naszego wsparcia, naszej obecności. Nie tylko zapewnienia, że są dla nas ważni.
Słowa kosztują niewiele. To co dla nich robimy – to jest miara tej przyjaźni.
Mój siostrzeniec na swoim profilu fejsbukowym napisał:
„Straciłem jedną z najważniejszych osób w życiu, traktowałem go jak brata!!!! Nigdy o nim nie zapomnę!!! Kiedyś spotkamy się tam u góry!!! I już nic nas wtedy nie rozłączy, na zawsze w mojej pamięci, trzymaj się bracie! Nie będę zalewał się smutkiem, bo nigdy byś tego nie chciał!”.
Macie gdzieś takie siostry, takich braci? Nie zapominajcie o nich. Tak zwyczajnie, na co dzień. Pamiętajcie. Obdarzcie od czasu do czasu dobrym słowem, dobrym czynem, zapytajcie jak się czują, pomóżcie nawet kiedy o to nie proszą. Nigdy nie wiecie, który dzień, która rozmowa może być ostatnią, a przyjaźń to jedno z tych dobrych uczuć, którym człowiek może obdarzyć drugiego człowieka.
Ten tekst jest.. dla Dużego, ale jest też po to, bo być może komuś przypomni o tym, co jest ważne w życiu. Bo może weźmie telefon i zadzwoni, albo napisze maila, albo po prostu pójdzie odwiedzić, kogoś kto może kiedyś był bardzo ważny, a go zaniedbaliśmy. To ważne. To bardzo ważne.
Może czasem warto odpuścić super ważny trening, żeby się z kimś spotkać? Albo wziąć na ten trening przyjaciela? Nawet jeśli jest słabszy i będzie jechał o połowę wolniej niż Wy?
A w zasadzie nie, w zasadzie duże to miał stopy i dłonie (prawdziwie bramkarskie). Duży był po prostu wysoki. Bardzo wysoki. Koledzy, trenerzy mówili na niego Pająk, albo „pieszczotliwie” – Pajączek. To mnie zawsze bawiło. Kiedy na przykład słyszałam jak trener Łętocha pokrzykuje… Pajączek:).
Duży był bramkarzem i widząc jego zaanagażowanie na boisku myślałam sobie, że piłkarska przyszłość przed nim i że kiedyś będę może mogła się chwalić tym, że znam bramkarza reprezentacji Polski.
Bo Duży miał potencjał, marzenia i cele.
Na imię miał Patryk. Nazywał się Szewczak i przyjechał do Mielca grać w piłkę i spełniać swoje marzenia.
Dużego poznałam jakoś tak chyba w lecie, kiedy przyszli po treningu z moim siostrzeńcem Patrykiem. Zmęczeni. Treningiem i upałem.
Poczęstowałam Dużego zupą pomidorową, ale nie zjadł:). Jak się potem okazało – nie zjadł bo w zupie pływały zioła:). Ta niezjedzona zupa, była potem tematem żartów przez kilka miesięcy.
Zapamiętam nieśmiały uśmiech Dużego. Takim właśnie uśmiechem obdarzał innych.
Dwa tygodnie temu Duży Patryk i mniejszy Patryk szli sobie, a ja siedziałam w oknie. Uśmiechnęłam się do nich, oni do mnie, a ja pomyślałam: jacy młodzi, uśmiechnięci, mega przystojni i z pasją. Całe życie przed nimi! Tak wtedy myślałam.
Zaproponowałam Dużemu zupę pomidorową, od razu uprzedzając, że gotowała moja siostra i nie ma w niej ziół. Śmiał się. Wychodziłam z domu, bo wracałam do Tarnowa, weszłam do pokoju, pożegnałam się z chłopakami. Duży odpowiedział, uśmiechnął się. Skąd mogłam wiedzieć, że nigdy go już nie zobaczę?
W drodze do domu otworzyłam FB, a tam zdjęcie Duży i Mały. Dwóch Patryków. Uśmiechniętych. Tak mi się spodobało, że po powrocie do domu zapisałam sobie je na pulpicie.
W Wielką Sobotę Duży jechał na mecz ze swoimi kolegami. Jechało ich 8. Nie przejechali zakrętu w Weryni.
Trudno było w to uwierzyć, że jeden zakręt okazał się ostatnim w życiu piątki młodych chłopaków.
Trudno było uwierzyć, że jest wśród nich Duży, który w grudniu obchodził 18 urodziny. Przyjaciel mojego siostrzeńca. Jak mówi o nim… brat.
To były jedne z najsmutniejszych świąt, jakie przytrafiły się w moim życiu.
Podobno nic nie dzieje się bez przyczyny, bez jakiegoś celu. Trudno uwierzyć w to po tym wypadku. Wypadku, w którym życie traci tylu młodych chłopaków, synów, ojców, braci. Wypadku w którym życie traci dwóch braci, a trzeci wciąż o nie walczy.
Ale.. takie straszne dni, które niestety przychodzi nam przeżywać w życiu zmuszają do wielu refleksji.
Nie odkładajcie spotkań z przyjaciółmi na potem, nie odkładajcie rozmów telefonicznych czy odpisania na maile na potem, bo nigdy już może nie zdarzyć się .. potem.
W naszym krótkim i często trudnym życiu, najważniejsi są LUDZIE. Ci, których nazywamy swoimi przyjaciółmi nie są nimi tylko po to by wspomagali nas w biedzie, towarzyszyli w radosnych chwilach. Powinniśmy pamiętać, że mamy przyjaciół przede wszystkim wtedy kiedy to oni są w potrzebie.
To jest właśnie miara przyjaźni – bycie dla innych wtedy, kiedy potrzebują naszego wsparcia, naszej obecności. Nie tylko zapewnienia, że są dla nas ważni.
Słowa kosztują niewiele. To co dla nich robimy – to jest miara tej przyjaźni.
Mój siostrzeniec na swoim profilu fejsbukowym napisał:
„Straciłem jedną z najważniejszych osób w życiu, traktowałem go jak brata!!!! Nigdy o nim nie zapomnę!!! Kiedyś spotkamy się tam u góry!!! I już nic nas wtedy nie rozłączy, na zawsze w mojej pamięci, trzymaj się bracie! Nie będę zalewał się smutkiem, bo nigdy byś tego nie chciał!”.
Macie gdzieś takie siostry, takich braci? Nie zapominajcie o nich. Tak zwyczajnie, na co dzień. Pamiętajcie. Obdarzcie od czasu do czasu dobrym słowem, dobrym czynem, zapytajcie jak się czują, pomóżcie nawet kiedy o to nie proszą. Nigdy nie wiecie, który dzień, która rozmowa może być ostatnią, a przyjaźń to jedno z tych dobrych uczuć, którym człowiek może obdarzyć drugiego człowieka.
Ten tekst jest.. dla Dużego, ale jest też po to, bo być może komuś przypomni o tym, co jest ważne w życiu. Bo może weźmie telefon i zadzwoni, albo napisze maila, albo po prostu pójdzie odwiedzić, kogoś kto może kiedyś był bardzo ważny, a go zaniedbaliśmy. To ważne. To bardzo ważne.
Może czasem warto odpuścić super ważny trening, żeby się z kimś spotkać? Albo wziąć na ten trening przyjaciela? Nawet jeśli jest słabszy i będzie jechał o połowę wolniej niż Wy?

Duży i Mniejszy © Iza
Zakrętu w Weryni nie przejechało jeszcze 4 innych chłopaków. Nie znałam ich, ale mimo tego jakoś bardzo trudno się z tym pogodzić.
Bo byli młodzi, bo kochali piłkę, bo to byli chłopcy ze Stali...Tej Stali, która chociaż może dla kogoś to wydać się śmieszne dla mnie była i zawsze będzie bardzo ważna.
A wiosna jak zwykle bezczelna w tej swojej wiosenności… Przyszła jak zwykle. Jak gdyby nigdy nic. Zrobił się ze mnie aktualnie tzw. niedzielny rowerzysta. Zapomniałam już jak to dobrze przejechać się przy takiej ładnej pogodzie.

Wiosna © Iza

Znalezione w lesie © Iza
- DST 35.00km
- Teren 16.00km
- Czas 01:39
- VAVG 21.21km/h
- Sprzęt Kellys Magnus
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko znajomi. Zaloguj się · Zarejestruj się!