Niedziela, 5 grudnia 2010
Bieganie na nartach po raz pierwszy
Było piękne słońce, przepiekny śnieg i przygotowana trasa na Marcince.
A ja po raz pierwszy na nartach.
Właściwie tonie po raz pierwszy, bo w tym roku już probowałam, ale teraz na swoich, własnych nartach, po raz pierwszy w zimie 2010/2011.
I tu należą się słowa uznania dla Pana Bogdana Banasia ( taki człowiek, który w Tarnowie robi wiele jeśli chodzi o sport… organizuje Puchar Tarnowa mtb, biegi uliczne, zawody narciarskie i sama nie wiem co jeszcze). No i między innymi on i panowie z Sokoła Tarnów przygotowują trasę na Marcince.
Przyjemnie popatrzeć, że tak wiele ludzi pomimo mrozu, nie zostaje w domu, a chce uprawiać sport.
Było naprawdę sporo osób, w tym kilku kolarzy.
Mirek powiedział do pana Bogdana: przyprowadziłem adeptkę…
A pan Bogdan na to: nie ma nic lepszego dla kolarza w zimie jak bieganie na nartach.
Pomyslałam sobie: jaki ze mnie kolarz…
No i zaczęło się. Narty na nogi, pierwsze trudności, no bo trzeba się wpiąć… Jakos się udało i potem Mirek powiedział : no i dawaj…
A ja sobie znowu nie mogłam poradzić z tym .. lewy kijek, prawa narta. Ale pomyslałam: nie będę o tym myślec, to na pewno się dzieje naturalnie.
No i zaczęłam poruszać się na nartach.
Miałam wielkie obawy, bo było dużo ludzi i wiedziałam, ze będę im przeszkadzać, dlatego kiedy tylko mogłam usuwałam się z torów jak ktoś nadjeżdzał, bo byłam po prostu zbyt wolna no i.. nieobliczalna.
Na nastepny raz to chyba sobie przyczepię na plecach kartkę: uwaga! Uczę się!
Albo zielony listek:)
Rzecz jasna znowu miałam największe problemy na zjazdach i podjazdach. Jakos narty nie chciały mnie słuchać.. wypadałam parę razy z torów, przewróciłam się nieraz, na pierwszym podjeździe zamiast do przodu to się zsuwałam w dół:)
No jednym słowem było chyba bardzo ciekawie dla kogoś kto oglądał to z boku.
Postanowiłam się jednak zupełnie tym nie przejmować. Upadałam, wstawałam ( czasem z trudem bo to niełatwe jak się ma narty na nogach).
A potem stwierdziłam podobnie jak na ściance, ze muszę przestać się bać i po prostu próbować.
Niesamowicie fajny sport, wyczerpujący bardzo, ale to taki fajny rodzaj zmęczenia.
Pobiegalismy tak z 1,5 godzinki, ale gdybym miała czas, to zostałabym jeszcze. Niestety tego dnia miałam jeszcze w planie wyjazd do Mielca.
Bardzo pozytywnie naładowało mnie to bieganie. Bardzo. Wiele, wiele radosci.
I co najważniejsze - moje kolanko wytrzymuje.
Biegam ze stabilizatorem ( własciwie "biegam" to w moim wydaniu za dużo powiedziane, raczej "człapię"). Podobnie zresztą na ściankę - też ubieram stabilizator.
Dzisiaj mam zakwasy w udach, ale ręce nie bolą ( a Sławek N, który też był po raz pierwszy, narzeka dzisiaj na ręce). To oznacza, ze moje rączki już się wzmocniły ćwiczeniami pod ściankę.
Bardzo, bardzo mi się podobało i już nie mogę się doczekać następnego razu. Juz tęsknię za tym bieganiem:)
No i moja przyjaciółka, z którą planowałysmy w zasadzie te biegowki już od dawna, stwierdziła, ze jak tylko będzie mieć pieniążki to też sobie kupi i bedziemy biegać razem.
Bardzo się cieszę, bo będziemy miały okazję spędzać wiecej czasu razem.
Kiedyś trochę jeździłysmy razem na rowerze, teraz ona poświęca wolny czas wiosłowaniu, ale bardzo chce uprawiać jakiś sport na powietrzu, w zimie :)




A ja po raz pierwszy na nartach.
Właściwie tonie po raz pierwszy, bo w tym roku już probowałam, ale teraz na swoich, własnych nartach, po raz pierwszy w zimie 2010/2011.
I tu należą się słowa uznania dla Pana Bogdana Banasia ( taki człowiek, który w Tarnowie robi wiele jeśli chodzi o sport… organizuje Puchar Tarnowa mtb, biegi uliczne, zawody narciarskie i sama nie wiem co jeszcze). No i między innymi on i panowie z Sokoła Tarnów przygotowują trasę na Marcince.
Przyjemnie popatrzeć, że tak wiele ludzi pomimo mrozu, nie zostaje w domu, a chce uprawiać sport.
Było naprawdę sporo osób, w tym kilku kolarzy.
Mirek powiedział do pana Bogdana: przyprowadziłem adeptkę…
A pan Bogdan na to: nie ma nic lepszego dla kolarza w zimie jak bieganie na nartach.
Pomyslałam sobie: jaki ze mnie kolarz…
No i zaczęło się. Narty na nogi, pierwsze trudności, no bo trzeba się wpiąć… Jakos się udało i potem Mirek powiedział : no i dawaj…
A ja sobie znowu nie mogłam poradzić z tym .. lewy kijek, prawa narta. Ale pomyslałam: nie będę o tym myślec, to na pewno się dzieje naturalnie.
No i zaczęłam poruszać się na nartach.
Miałam wielkie obawy, bo było dużo ludzi i wiedziałam, ze będę im przeszkadzać, dlatego kiedy tylko mogłam usuwałam się z torów jak ktoś nadjeżdzał, bo byłam po prostu zbyt wolna no i.. nieobliczalna.
Na nastepny raz to chyba sobie przyczepię na plecach kartkę: uwaga! Uczę się!
Albo zielony listek:)
Rzecz jasna znowu miałam największe problemy na zjazdach i podjazdach. Jakos narty nie chciały mnie słuchać.. wypadałam parę razy z torów, przewróciłam się nieraz, na pierwszym podjeździe zamiast do przodu to się zsuwałam w dół:)
No jednym słowem było chyba bardzo ciekawie dla kogoś kto oglądał to z boku.
Postanowiłam się jednak zupełnie tym nie przejmować. Upadałam, wstawałam ( czasem z trudem bo to niełatwe jak się ma narty na nogach).
A potem stwierdziłam podobnie jak na ściance, ze muszę przestać się bać i po prostu próbować.
Niesamowicie fajny sport, wyczerpujący bardzo, ale to taki fajny rodzaj zmęczenia.
Pobiegalismy tak z 1,5 godzinki, ale gdybym miała czas, to zostałabym jeszcze. Niestety tego dnia miałam jeszcze w planie wyjazd do Mielca.
Bardzo pozytywnie naładowało mnie to bieganie. Bardzo. Wiele, wiele radosci.
I co najważniejsze - moje kolanko wytrzymuje.
Biegam ze stabilizatorem ( własciwie "biegam" to w moim wydaniu za dużo powiedziane, raczej "człapię"). Podobnie zresztą na ściankę - też ubieram stabilizator.
Dzisiaj mam zakwasy w udach, ale ręce nie bolą ( a Sławek N, który też był po raz pierwszy, narzeka dzisiaj na ręce). To oznacza, ze moje rączki już się wzmocniły ćwiczeniami pod ściankę.
Bardzo, bardzo mi się podobało i już nie mogę się doczekać następnego razu. Juz tęsknię za tym bieganiem:)
No i moja przyjaciółka, z którą planowałysmy w zasadzie te biegowki już od dawna, stwierdziła, ze jak tylko będzie mieć pieniążki to też sobie kupi i bedziemy biegać razem.
Bardzo się cieszę, bo będziemy miały okazję spędzać wiecej czasu razem.
Kiedyś trochę jeździłysmy razem na rowerze, teraz ona poświęca wolny czas wiosłowaniu, ale bardzo chce uprawiać jakiś sport na powietrzu, w zimie :)

Zima w Mielcu© lemuriza1972

Zima w Tarnowie© lemuriza1972

Mój nauczyciel:)© lemuriza1972

Trasa na Marcince© lemuriza1972

Mój narciarski cień:)© lemuriza1972
- Czas 01:15
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
Komentować mogą tylko znajomi. Zaloguj się · Zarejestruj się!