Niedziela, 27 kwietnia 2014
Niedzielne SPA
Plan był taki na dzisiaj: wyjazd o 10, kierunek Jamna.
Obudziłam się rano ( a ponieważ poszłam spać późno, bo oglądałam film, który przypadkiem znalazłam i mocno polecam tak przy okazji , tytuł „Zamknięte drzwi” , na podstawie powieści Magdy Szabo, klimat, ciekawa historia… od czasu „Papuszy” nie oglądałam tak intrygującego, klimatycznego filmu, no więc w związku z b. późną porą zaśnięcia, to wcale specjalnie wstawać mi się nie chciało). Popatrzyłam na pochmurne niebo za oknem, przestawiłam budzik na taką godzinę, żeby poinformować Krysię, że odpuszczam dzisiaj jazdę z nimi. Krysia zadzwoniła po 9, że pada i że wyjazd odwołują. Mimo wszystko było mi trochę żal. Chciałam koniecznie w tę niedzielę zrobić jakąś dłuższą, bardziej męczącą jazdę z Krysią, Adamem i resztą towarzystwa. Bo są to jazdy treningowo bardzo przydatne, no i towarzystwo świetne. Zawsze jest wesoło. W tym roku nie miałam okazji z nimi jeździć. Nie czułam się jeszcze na siłach. Chciałam pojeździć trochę sama wcześniej
Ale po 11 zaczęło się przejaśniać, więc umówiliśmy się po 12. Na Jamną niestety było już za późno, tym bardziej , że prognozy pogody przewidywały, że o 16 będzie znowu padać ( i tak było, ale zanim się tak stało mieliśmy jakieś 3 godziny całkiem ładnej i słonecznej pogody). Peleton w składzie: Krysia, Adam, Staszek, Tomek, Piotrek i ja.
Dzisiaj było sporo nowych ścieżek, niektóre naprawdę fantastyczne, zwłaszcza te w rejonie Wału. Mam nadzieję, że coś tam zapamiętam, którędy tam dojechać i którędy się poruszać.
Zaczęliśmy spod domu Krysi i Adama w kierunku niebieskiego szlaku nad Dunajcem, stamtąd Lutkostradą na Lubinkę. Hm… no niezły to był podjazd jak na początek. Myślę, że jest porównywalny do Golgoty, jeśli nie trudniejszy, bo chyba dłuższy i więcej jest momentów o naprawdę sporym nastromieniu. Ile razy podczas tego podjeżdżania, kiedy nogi piękły, pot lał się ze mnie, myślałam: Po co ci to kobieto? Czemu się tak męczysz? W imię czego? Po co jeździć na tym rowerze?. Nie wiem, ale sporo. zapewne.
Chyba ze 3 km bardzo ostrego chociaż asfaltowego podjeżdżania, podczas którego naprawdę miałam ochotę stanąć, odpocząć, albo po prostu rzucić rowerem do rowu:).
A potem był zjazd. Krysia, Adam i Piotrek odkryli niedawno fantastyczny, terenowy zjazd do Doliny Izy. Dzisiaj na tym zjeździe była spora adrenalina, ponieważ było bardzo ślisko. Ostatnio ciągle pada, więc wiadomo co jest w lesie. Błoto, ślisko, a że początek po trawie, no to też było ciekawie. Muszę tam znowu pojechać, jak będzie bardziej sucho, zobaczymy jak to jest jechać po suchym. Adreanliny takiej już nie będzie, ale zapewne będzie się jechać szybciej. Świetny zjazd. A potem szutrem z Doliny do góry, więc 3 km i 17 minut podjedżania ( niektórzy podjeżdżali 15 minut:)). A potem na Wał tym mocno nastromionym , długim asfaltowym podjazdem. Kiedy się skończył, skręcliśmy do lasu na Wale i zaczęła się zabawa. Świetnie ścieżki, zjazdy i podjazdy, w sumie dużo było tego mozolnego, niełatwego podjeżdżania. No i dużo, dużo błota, więc była masa zabawy. Obyło się jednak bez wywrotek, co przy takich warunkach jak dzisiaj, no to jest dobry wynik. Z Jurasówki zjazd żółtym pieszym. To jest też kawałek solidnego zjazdu. Zjeżdżałam wolno, ale blokada puściła i tak bardzo się cieszę. Ta dzisiejsza jazda bardzo wiele mi dała. Jakby się jakaś szufladka otworzyła i nagle przypomniałam sobie co należy robić na zjazdach i przede wszystkim przypomniałam sobie, że nie należy się tak bać i nie należy tak panikować.
Po zjeździe morderczy podjazd łąką, który nie raz już robiliśmy jadąc na Jamną. A potem był krótki bufet pod sklepem. Tam nawiązał z nami dialog pewien starszy pan. Najpierw powiedział do mnie i do do Krysi:
- Oj, dziewczyny zmęczone.. widzę to.
Powiedziałam: - a chłopaki to nie?
Pan: nie.
Ja: no bo oni są chłopakami, a poza tym z małej tarczy jadą:).
Pan stwierdził też, że zapisałby się do naszego klubu, ale jakby był tak 30 lat młodszy. Zainteresowani byliśmy więc ile ma lat. Okazało się, ze 58. Piotrek roześmiał się na to, bo też ma „5” z przodu. Panu widocznie wydawało się, że bardzo młodzi jesteśmy. Powiedział też, że on to mieszka 150 m stąd i nawet tyle nie da rady na rowerze przejechać.
Lubię takie rozmowy podsklepowe. Jakieś dzieci też liczyły nas jak kolarski peleton. Jakiś pan z podwórka krzyczał, że nam zrobi górską premię jak podjeżdżaliśmy.
„Po sklepie” nastąpił kolejny dość męczący podjazd, a po nim następny ( który zresztą sama wybrałam). Obydwa były dla nas zupełną nowością. Naprawdę jest gdzie podjeżdżać w tych naszych okolicach. Ostatnim podjazdem wyjechaliśmy na czarny szlak rowerowy na Wale. Podczas ostatniego podjazdu zaczęło padać i dochodziły nas też groźne pomruki burzy.
Zjechaliśmy żółtym pieszym, na którym też było dość mokro i błotniście, więc była zabawa. Jak mi raz rower zatańczył, to się dość mocno uśmiałam z tego tańca, a Krysia zapytała: czy w tym błocie jest coś rozweselającego? Może i było?:)
SPA dzisiejszego dnia było naprawdę konkretne.
Bardzo udany towarzysko i treningowo wyjazd. Sporo podjeżdżania naprawdę niełatwego i sporo też nie do końca łatwego zjeżdżania.
Zbiórka:) © lemuriza1972Obudziłam się rano ( a ponieważ poszłam spać późno, bo oglądałam film, który przypadkiem znalazłam i mocno polecam tak przy okazji , tytuł „Zamknięte drzwi” , na podstawie powieści Magdy Szabo, klimat, ciekawa historia… od czasu „Papuszy” nie oglądałam tak intrygującego, klimatycznego filmu, no więc w związku z b. późną porą zaśnięcia, to wcale specjalnie wstawać mi się nie chciało). Popatrzyłam na pochmurne niebo za oknem, przestawiłam budzik na taką godzinę, żeby poinformować Krysię, że odpuszczam dzisiaj jazdę z nimi. Krysia zadzwoniła po 9, że pada i że wyjazd odwołują. Mimo wszystko było mi trochę żal. Chciałam koniecznie w tę niedzielę zrobić jakąś dłuższą, bardziej męczącą jazdę z Krysią, Adamem i resztą towarzystwa. Bo są to jazdy treningowo bardzo przydatne, no i towarzystwo świetne. Zawsze jest wesoło. W tym roku nie miałam okazji z nimi jeździć. Nie czułam się jeszcze na siłach. Chciałam pojeździć trochę sama wcześniej
Ale po 11 zaczęło się przejaśniać, więc umówiliśmy się po 12. Na Jamną niestety było już za późno, tym bardziej , że prognozy pogody przewidywały, że o 16 będzie znowu padać ( i tak było, ale zanim się tak stało mieliśmy jakieś 3 godziny całkiem ładnej i słonecznej pogody). Peleton w składzie: Krysia, Adam, Staszek, Tomek, Piotrek i ja.
Dzisiaj było sporo nowych ścieżek, niektóre naprawdę fantastyczne, zwłaszcza te w rejonie Wału. Mam nadzieję, że coś tam zapamiętam, którędy tam dojechać i którędy się poruszać.
Zaczęliśmy spod domu Krysi i Adama w kierunku niebieskiego szlaku nad Dunajcem, stamtąd Lutkostradą na Lubinkę. Hm… no niezły to był podjazd jak na początek. Myślę, że jest porównywalny do Golgoty, jeśli nie trudniejszy, bo chyba dłuższy i więcej jest momentów o naprawdę sporym nastromieniu. Ile razy podczas tego podjeżdżania, kiedy nogi piękły, pot lał się ze mnie, myślałam: Po co ci to kobieto? Czemu się tak męczysz? W imię czego? Po co jeździć na tym rowerze?. Nie wiem, ale sporo. zapewne.
Chyba ze 3 km bardzo ostrego chociaż asfaltowego podjeżdżania, podczas którego naprawdę miałam ochotę stanąć, odpocząć, albo po prostu rzucić rowerem do rowu:).
A potem był zjazd. Krysia, Adam i Piotrek odkryli niedawno fantastyczny, terenowy zjazd do Doliny Izy. Dzisiaj na tym zjeździe była spora adrenalina, ponieważ było bardzo ślisko. Ostatnio ciągle pada, więc wiadomo co jest w lesie. Błoto, ślisko, a że początek po trawie, no to też było ciekawie. Muszę tam znowu pojechać, jak będzie bardziej sucho, zobaczymy jak to jest jechać po suchym. Adreanliny takiej już nie będzie, ale zapewne będzie się jechać szybciej. Świetny zjazd. A potem szutrem z Doliny do góry, więc 3 km i 17 minut podjedżania ( niektórzy podjeżdżali 15 minut:)). A potem na Wał tym mocno nastromionym , długim asfaltowym podjazdem. Kiedy się skończył, skręcliśmy do lasu na Wale i zaczęła się zabawa. Świetnie ścieżki, zjazdy i podjazdy, w sumie dużo było tego mozolnego, niełatwego podjeżdżania. No i dużo, dużo błota, więc była masa zabawy. Obyło się jednak bez wywrotek, co przy takich warunkach jak dzisiaj, no to jest dobry wynik. Z Jurasówki zjazd żółtym pieszym. To jest też kawałek solidnego zjazdu. Zjeżdżałam wolno, ale blokada puściła i tak bardzo się cieszę. Ta dzisiejsza jazda bardzo wiele mi dała. Jakby się jakaś szufladka otworzyła i nagle przypomniałam sobie co należy robić na zjazdach i przede wszystkim przypomniałam sobie, że nie należy się tak bać i nie należy tak panikować.
Po zjeździe morderczy podjazd łąką, który nie raz już robiliśmy jadąc na Jamną. A potem był krótki bufet pod sklepem. Tam nawiązał z nami dialog pewien starszy pan. Najpierw powiedział do mnie i do do Krysi:
- Oj, dziewczyny zmęczone.. widzę to.
Powiedziałam: - a chłopaki to nie?
Pan: nie.
Ja: no bo oni są chłopakami, a poza tym z małej tarczy jadą:).
Pan stwierdził też, że zapisałby się do naszego klubu, ale jakby był tak 30 lat młodszy. Zainteresowani byliśmy więc ile ma lat. Okazało się, ze 58. Piotrek roześmiał się na to, bo też ma „5” z przodu. Panu widocznie wydawało się, że bardzo młodzi jesteśmy. Powiedział też, że on to mieszka 150 m stąd i nawet tyle nie da rady na rowerze przejechać.
Lubię takie rozmowy podsklepowe. Jakieś dzieci też liczyły nas jak kolarski peleton. Jakiś pan z podwórka krzyczał, że nam zrobi górską premię jak podjeżdżaliśmy.
„Po sklepie” nastąpił kolejny dość męczący podjazd, a po nim następny ( który zresztą sama wybrałam). Obydwa były dla nas zupełną nowością. Naprawdę jest gdzie podjeżdżać w tych naszych okolicach. Ostatnim podjazdem wyjechaliśmy na czarny szlak rowerowy na Wale. Podczas ostatniego podjazdu zaczęło padać i dochodziły nas też groźne pomruki burzy.
Zjechaliśmy żółtym pieszym, na którym też było dość mokro i błotniście, więc była zabawa. Jak mi raz rower zatańczył, to się dość mocno uśmiałam z tego tańca, a Krysia zapytała: czy w tym błocie jest coś rozweselającego? Może i było?:)
SPA dzisiejszego dnia było naprawdę konkretne.
Bardzo udany towarzysko i treningowo wyjazd. Sporo podjeżdżania naprawdę niełatwego i sporo też nie do końca łatwego zjeżdżania.


Peleton jedzie:) © lemuriza1972

Końcówka Lutkostrady © lemuriza1972

Pani Krystyna na tle widoków © lemuriza1972

Trochę widoków © lemuriza1972

W Dolinie Izy © lemuriza1972

Z Panią Krystyną © lemuriza1972

W lesie na Wale © lemuriza1972

Trochę widoków jeszcze © lemuriza1972

Krótki bufet © lemuriza1972

Serwis © lemuriza1972

Po zjeździe żółtym © lemuriza1972

Po zjeździe żółtym pieszym szlakiem 2 © lemuriza1972
- DST 67.00km
- Teren 20.00km
- Czas 04:00
- VAVG 16.75km/h
- VMAX 60.00km/h
- Sprzęt KTM
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
Tak podejrzewałem, że Lucek ma coś z tym wspólnego.
Wydaje mi się, że zjazd o który pytałem to ten który prezentowałem na Forum, tylko tam była wersja odwrotna- podjazd :
https://www.youtube.com/watch?v=9Zj7h0zrRnI
A Staszek jeździ w dobrym składzie to i dobrze się uczy :) Lechita - 18:28 poniedziałek, 28 kwietnia 2014 | linkuj
Wydaje mi się, że zjazd o który pytałem to ten który prezentowałem na Forum, tylko tam była wersja odwrotna- podjazd :
https://www.youtube.com/watch?v=9Zj7h0zrRnI
A Staszek jeździ w dobrym składzie to i dobrze się uczy :) Lechita - 18:28 poniedziałek, 28 kwietnia 2014 | linkuj
Labu, nie wiem o którym podjeździe łąką mówisz ( podjeździe w lesie na Wale, bo taki jakiś był, czy tym, po zjeździe żółtym, za domami z napisami: punkty kopulacyjne), ale te akurat były podjeżdżalne.
Staszek poprawił się nie tylko na podjazdach, ale widzę duży postęp na zjazdach. Bardzo. Lemuriza1972 - 17:08 poniedziałek, 28 kwietnia 2014 | linkuj
Staszek poprawił się nie tylko na podjazdach, ale widzę duży postęp na zjazdach. Bardzo. Lemuriza1972 - 17:08 poniedziałek, 28 kwietnia 2014 | linkuj
Leszku, trzeba byłoby zapytać Krysi i Adama.
Wiem tylko tyle, że ten podjazd pokazał im Lucjan O. Tyle, że wtedy to był jeszcze podobno podjazd terenowy.
Zjazd do Doliny najprawdopodobniej znasz.
My nie "trafiliśmy" w okno pogodowe. My to wszystko mieliśmy wyliczone, a deszcz o 16 wkalkulowany w tę wycieczkę:). Lemuriza1972 - 17:05 poniedziałek, 28 kwietnia 2014 | linkuj
Wiem tylko tyle, że ten podjazd pokazał im Lucjan O. Tyle, że wtedy to był jeszcze podobno podjazd terenowy.
Zjazd do Doliny najprawdopodobniej znasz.
My nie "trafiliśmy" w okno pogodowe. My to wszystko mieliśmy wyliczone, a deszcz o 16 wkalkulowany w tę wycieczkę:). Lemuriza1972 - 17:05 poniedziałek, 28 kwietnia 2014 | linkuj
Naprawdę tylko raz?:)
To Ty jednak bardzo musisz kochać rower:).
Mnie się zdarzyło.. ostatni raz tak bardzo na maratonie w Piwnicznej. Lemuriza1972 - 17:03 poniedziałek, 28 kwietnia 2014 | linkuj
To Ty jednak bardzo musisz kochać rower:).
Mnie się zdarzyło.. ostatni raz tak bardzo na maratonie w Piwnicznej. Lemuriza1972 - 17:03 poniedziałek, 28 kwietnia 2014 | linkuj
Leszek- on już się melduje dużo wcześniej niż Kolos. Zaczął regularniej jeździć i od razu efekty widać :) I to się chwali, jestem ciekaw jak wyniki będą wyglądać :D
A ten podjazd łąką to dało się podjechać w takich warunkach? labudu - 16:47 poniedziałek, 28 kwietnia 2014 | linkuj
A ten podjazd łąką to dało się podjechać w takich warunkach? labudu - 16:47 poniedziałek, 28 kwietnia 2014 | linkuj
Żeby mieć ochotę rzucić rowerem -to już musiało być naprawdę ciężko. Tylko raz w życiu miałem takie wrogie wobec roweru myśli ;]
marusia - 16:41 poniedziałek, 28 kwietnia 2014 | linkuj
Czyli trafiliście w OKNO POGODOWE :)
Lutkostrada ? Skąd ta nazwa ? Fakt jest solidny- to jeden z podstawowych wjazdów na Lubinkę (asfaltowych).
Zjazd do Doliny Izy- ciekawe czy ten który mam na myśli.
Ogólnie w rejonie Lubinki, Wału, jest sporo solidnych terenów pod MTB.
- Staszek widać wziął się za solidną jazdę, to pewnie we wtorki będzie się pierwszy meldować na Brzance :) Lechita - 21:34 niedziela, 27 kwietnia 2014 | linkuj
Lutkostrada ? Skąd ta nazwa ? Fakt jest solidny- to jeden z podstawowych wjazdów na Lubinkę (asfaltowych).
Zjazd do Doliny Izy- ciekawe czy ten który mam na myśli.
Ogólnie w rejonie Lubinki, Wału, jest sporo solidnych terenów pod MTB.
- Staszek widać wziął się za solidną jazdę, to pewnie we wtorki będzie się pierwszy meldować na Brzance :) Lechita - 21:34 niedziela, 27 kwietnia 2014 | linkuj
Świetnie, mój wyjazd był dziś niestety skanoni.. ee stopredowany przez ostre bicie w tylnym kole, ale pewnie na majówce sobie odbiję ;)
k4r3l - 20:43 niedziela, 27 kwietnia 2014 | linkuj
Komentować mogą tylko znajomi. Zaloguj się · Zarejestruj się!