Niedziela, 24 czerwca 2012
II rowerowy Rajd Sokołów i trochę zdjęć z wczoraj:)
I tak oto II Rajd Sokołów przeszedł do historii
I znowu udała się nam pogoda, dopisały humory i nie było jakichs „wielkich” przygód, które by się źle wspominało.
Mnie oczywiście mała się przytrafiła, ale o tym potem.
Start z tarnowskiego Rynku, najlepszego ( do tego celu)i zapewne najpiękniejszego miejsca w Tarnowie.
Masa znajomych, to właściwie chyba jedyna okazja w roku, żeby tylu znajomych spotkać w jednym miejscu.
Dla mnie dodatkowa okazja, bo przecież w tym roku nie jeżdzę na zawody, wiec już w ogóle kontakt z tarnowskimi kolarzami mam znikomy.
Wybrałam wariant trasy oczywiście 50 km, bo inaczej byłoby mi trochę wstyd.
Słoneczko dogrzewało od rana, więc było wiadomo, że nie będzie lekko podczas przejazdu przez łąki.
Za mało wzięłam picia i za mało zjadłam na śniadanie i w pewnym momencie poczułam , że zbliża się odcinka prądu.
Na szczęscie w koncu od czego ma się kolegów:), Tomek poratował mnie batonem:).
Mój organizm jednak nie najlepiej znosi upały.
W koncu tych kilometrów nie było wiele, normalnie to podczas takiej jazdy popołudniowej o takiej ilości kilometrów nic nie jem, ale dzisiaj jakoś cięzko.
Może też dlatego ze wczoraj trochę się zmeczyłam i jazdą, i słoncem i graniem w siatkówkę i taka byłam nie do konca „świeża” dzisiaj.
Specjalnie też się nie żyłowałam, bo tak sobie dzisiaj postanowiłam, że nie będzie dzisiaj ściganctwa żadnego, że ma być rajd, będą ludzie, będzie okazja do rozmowy.
Inna sprawa czy nawet gdybym chciała się trochę przycisnąć byłyby siły? Nie wiem.
Pierwsza czesc trasy prosta i bezbolesna. Tempo spokojne bardzo, chłopaki- ściganci się starali jechać tak spokojnie, żeby każdy zdazył, chwała im za to, bo wiem, że jakby chcieli to parę sekund i tyle byśmy ich widzieli.
Około połowy trasy Krzysiek Łuczkowiec powiedział: to skonczyły się przyjemności…
No i zaczęło się troszeczkę trudniej, troche pod górę, trochę terenu trawiastego, siłowego.
No ale to w granicach normy wszystko, jak to powiedział Krzysiek do przejechania nawet dla rowerowego turysty.
Tylko to słoneczko dawało popalić. Ja jednak średnio dobrze znoszę upały na rowerze. Wolę chyba deszcz i błoto:) ( oczywiście w granicach normy).
Ładna trasa, po raz pierwszy jakby trochę odwrotnie jechałam fragmenty z maratonu tarnowskiego.
Przytrafiła mi się „mała „ przygoda. Coś zupełnie nieprawdodpodobnego.
Jechałam własnie obok Krzyśka i tak sobie rozmawialismy i nagle but wypiął mi się z pedała a noga zaklinowała się miedzy goleniem amora a szprychami . Jakim cudem to ja nie wiem????
po raz pierwszy cos takiego dziwnego mi się przytrafiło… efekt był taki ze przednie koło staneło dęba, tylne mnie wyprzedziło.Ktoś za mną wpadł na mnie.
Chwała Bogu że ani nam ani rowerom nic się nie stało. Przedziwna sytuacja.
Ani nie było zjazdu ano niczego trudnego, a moja stopa utknęła . KTM ją złapał:).
No ale w koncu kto jak kto, ale ja do upadków to jestem przyzwyczajona , wiec pozbierałam się szybko ( aż byłam zdziwiona takim przerażeniem w oczach innych… dla mnie to jakaś taka norma:). No może nie tegoroczna, bo jak nie jeżdzę na maratony , to nie mam się gdzie przewracac… ale generalnie to jest wpisane w moje rowerowe „bytowanie).
Kiedy podjedzalismy na Marcinkę minełam Mirka ( Kolosa), który powiedział: jak ci to lekko przychodzi…
Mirek… nie martw się.. wcale mi to tak lekko nie przychodzi… też się męczę jak podjeżdzam:)>
A w tym roku to już w ogóle.
A na Marcince .. prosiak, piwo, bigos, dyplomy, masa fajnych ludzi.
Przyjechał Piotrek Klonowicz i opowiadał o wczorajszym maratonie w Karpaczu.
Słucham tych opowieści z delikatnym ukłuciem żalu, czy sama nie wiem jak to nazwać.
Nie wiem… z jednej strony jakos tak brakuje mi odpowiedniej motywacji, mam wrażenie , ze jestem zdecydowanie za słaba w tym roku, z drugiej… tak bardzo brakuje mi tego zmeczenia na mecie, poczucia spełnienia, tych kilku dni po, kiedy analizuje się trasę, ogląda zdjecia, czyta forum.
Brakuje mi tych „golonkowych „znajomych.
Ucieszyłam się kiedy przyszła Krysia i Adam. Dawno ich nie widziałam.
Te nasze wspólne wyjazdy na maratony poweradowskie były fajne.
Jadąć na trasie rozmawiałam chwile z Andrzejem Wytrwałem. Powiedział mi: no to trzeba w przyszłym roku wrócić do ścigania się.. jak to tak?
No właśnie Iza.. jak to tak?
Krysia też mnie namawiała, żeby gdzies jechać w tym roku jeszcze.
No zobaczę. Będę myśleć.
Boję się trochę golonkowych zjazdów… ( tak, tak… jak się ich nie jeździ to można znowu zacząć się ich bać. Sa trudne, czasem ekstremalnie trudne, boję się blokady w głowie. Musiałabym najpierw gdzieś w góry pojechac i sobie troche poćwiczyć).
Wracając do Rajdu.
Było wręczenie dyplomów i jedzonko i długie Polaków rozmowy.
Zostałam poproszona przez Pana Adama Winczurę do mikrofonu, zupełnie niespodziewanie dla mnie ( dziękuję za ciepłe słowa pod moim adresem)
Więc przepraszam wszystkich , że niczego sensownego nie powiedziałam, ale kompletnie byłam zaskoczona i jeszcze do tego po dwóch piwach, a uwierzcie dla mnie dwa piwa, to bardzo dużo……
W imieniu uczestników, chciałabym podziękować wszystkim, którzy włozyli sporo pracy, żeby rajd się odbył.
No a teraz na żużel, bo derby mamy, a potem Włosi grają.
I znowu sportowy dzień.
P.S
Dziękuję kolegom ( Trix i ktoś jeszcze) za znalezienie mojego licznika.
A własciwie licznik jest Tomka ( bo mi pozyczył)
Zrobiłam tylko dwa zdjecia, jakoś tak wyszło…
Nie było kiedy.


I kilka historycznych zdjęć z wczoraj ( historycznych, bo to było moje pierwsze stanie na desce)





i na dowód, że na rajdzie byłam ( zdjęcia z galerii "SOKOLAKA" P. Adama Winczury, reszta dostępna na Tarnowskim Forum Rowerum w wątku o rajdzie

I znowu udała się nam pogoda, dopisały humory i nie było jakichs „wielkich” przygód, które by się źle wspominało.
Mnie oczywiście mała się przytrafiła, ale o tym potem.
Start z tarnowskiego Rynku, najlepszego ( do tego celu)i zapewne najpiękniejszego miejsca w Tarnowie.
Masa znajomych, to właściwie chyba jedyna okazja w roku, żeby tylu znajomych spotkać w jednym miejscu.
Dla mnie dodatkowa okazja, bo przecież w tym roku nie jeżdzę na zawody, wiec już w ogóle kontakt z tarnowskimi kolarzami mam znikomy.
Wybrałam wariant trasy oczywiście 50 km, bo inaczej byłoby mi trochę wstyd.
Słoneczko dogrzewało od rana, więc było wiadomo, że nie będzie lekko podczas przejazdu przez łąki.
Za mało wzięłam picia i za mało zjadłam na śniadanie i w pewnym momencie poczułam , że zbliża się odcinka prądu.
Na szczęscie w koncu od czego ma się kolegów:), Tomek poratował mnie batonem:).
Mój organizm jednak nie najlepiej znosi upały.
W koncu tych kilometrów nie było wiele, normalnie to podczas takiej jazdy popołudniowej o takiej ilości kilometrów nic nie jem, ale dzisiaj jakoś cięzko.
Może też dlatego ze wczoraj trochę się zmeczyłam i jazdą, i słoncem i graniem w siatkówkę i taka byłam nie do konca „świeża” dzisiaj.
Specjalnie też się nie żyłowałam, bo tak sobie dzisiaj postanowiłam, że nie będzie dzisiaj ściganctwa żadnego, że ma być rajd, będą ludzie, będzie okazja do rozmowy.
Inna sprawa czy nawet gdybym chciała się trochę przycisnąć byłyby siły? Nie wiem.
Pierwsza czesc trasy prosta i bezbolesna. Tempo spokojne bardzo, chłopaki- ściganci się starali jechać tak spokojnie, żeby każdy zdazył, chwała im za to, bo wiem, że jakby chcieli to parę sekund i tyle byśmy ich widzieli.
Około połowy trasy Krzysiek Łuczkowiec powiedział: to skonczyły się przyjemności…
No i zaczęło się troszeczkę trudniej, troche pod górę, trochę terenu trawiastego, siłowego.
No ale to w granicach normy wszystko, jak to powiedział Krzysiek do przejechania nawet dla rowerowego turysty.
Tylko to słoneczko dawało popalić. Ja jednak średnio dobrze znoszę upały na rowerze. Wolę chyba deszcz i błoto:) ( oczywiście w granicach normy).
Ładna trasa, po raz pierwszy jakby trochę odwrotnie jechałam fragmenty z maratonu tarnowskiego.
Przytrafiła mi się „mała „ przygoda. Coś zupełnie nieprawdodpodobnego.
Jechałam własnie obok Krzyśka i tak sobie rozmawialismy i nagle but wypiął mi się z pedała a noga zaklinowała się miedzy goleniem amora a szprychami . Jakim cudem to ja nie wiem????
po raz pierwszy cos takiego dziwnego mi się przytrafiło… efekt był taki ze przednie koło staneło dęba, tylne mnie wyprzedziło.Ktoś za mną wpadł na mnie.
Chwała Bogu że ani nam ani rowerom nic się nie stało. Przedziwna sytuacja.
Ani nie było zjazdu ano niczego trudnego, a moja stopa utknęła . KTM ją złapał:).
No ale w koncu kto jak kto, ale ja do upadków to jestem przyzwyczajona , wiec pozbierałam się szybko ( aż byłam zdziwiona takim przerażeniem w oczach innych… dla mnie to jakaś taka norma:). No może nie tegoroczna, bo jak nie jeżdzę na maratony , to nie mam się gdzie przewracac… ale generalnie to jest wpisane w moje rowerowe „bytowanie).
Kiedy podjedzalismy na Marcinkę minełam Mirka ( Kolosa), który powiedział: jak ci to lekko przychodzi…
Mirek… nie martw się.. wcale mi to tak lekko nie przychodzi… też się męczę jak podjeżdzam:)>
A w tym roku to już w ogóle.
A na Marcince .. prosiak, piwo, bigos, dyplomy, masa fajnych ludzi.
Przyjechał Piotrek Klonowicz i opowiadał o wczorajszym maratonie w Karpaczu.
Słucham tych opowieści z delikatnym ukłuciem żalu, czy sama nie wiem jak to nazwać.
Nie wiem… z jednej strony jakos tak brakuje mi odpowiedniej motywacji, mam wrażenie , ze jestem zdecydowanie za słaba w tym roku, z drugiej… tak bardzo brakuje mi tego zmeczenia na mecie, poczucia spełnienia, tych kilku dni po, kiedy analizuje się trasę, ogląda zdjecia, czyta forum.
Brakuje mi tych „golonkowych „znajomych.
Ucieszyłam się kiedy przyszła Krysia i Adam. Dawno ich nie widziałam.
Te nasze wspólne wyjazdy na maratony poweradowskie były fajne.
Jadąć na trasie rozmawiałam chwile z Andrzejem Wytrwałem. Powiedział mi: no to trzeba w przyszłym roku wrócić do ścigania się.. jak to tak?
No właśnie Iza.. jak to tak?
Krysia też mnie namawiała, żeby gdzies jechać w tym roku jeszcze.
No zobaczę. Będę myśleć.
Boję się trochę golonkowych zjazdów… ( tak, tak… jak się ich nie jeździ to można znowu zacząć się ich bać. Sa trudne, czasem ekstremalnie trudne, boję się blokady w głowie. Musiałabym najpierw gdzieś w góry pojechac i sobie troche poćwiczyć).
Wracając do Rajdu.
Było wręczenie dyplomów i jedzonko i długie Polaków rozmowy.
Zostałam poproszona przez Pana Adama Winczurę do mikrofonu, zupełnie niespodziewanie dla mnie ( dziękuję za ciepłe słowa pod moim adresem)
Więc przepraszam wszystkich , że niczego sensownego nie powiedziałam, ale kompletnie byłam zaskoczona i jeszcze do tego po dwóch piwach, a uwierzcie dla mnie dwa piwa, to bardzo dużo……
W imieniu uczestników, chciałabym podziękować wszystkim, którzy włozyli sporo pracy, żeby rajd się odbył.
No a teraz na żużel, bo derby mamy, a potem Włosi grają.
I znowu sportowy dzień.
P.S
Dziękuję kolegom ( Trix i ktoś jeszcze) za znalezienie mojego licznika.
A własciwie licznik jest Tomka ( bo mi pozyczył)
Zrobiłam tylko dwa zdjecia, jakoś tak wyszło…
Nie było kiedy.

Trzej przyjaciele... z roweru... Sławek, Tomek i Mirek© lemuriza1972

Mirek i Tomek© lemuriza1972
I kilka historycznych zdjęć z wczoraj ( historycznych, bo to było moje pierwsze stanie na desce)

Titanic czyli Iza szczesliwa bo utrzymała równowagę© lemuriza1972

Pierwsze podnoszenie żagla© lemuriza1972

powolutku, powolutku podnosimy© lemuriza1972

Udało się podnieść żagiel!!!!© lemuriza1972

i na dowód, że na rajdzie byłam ( zdjęcia z galerii "SOKOLAKA" P. Adama Winczury, reszta dostępna na Tarnowskim Forum Rowerum w wątku o rajdzie

Pan Bogdan czyli Prezes:)© lemuriza1972

Zasłuzony odpoczynek na tarasie restauracji na Marcince© lemuriza1972
- DST 70.00km
- Teren 20.00km
- Czas 03:45
- VAVG 18.67km/h
- HRmax 165 ( 87%)
- HRavg 135 ( 71%)
- Kalorie 1330kcal
- Sprzęt KTM
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
to prawda Kondorze.. nigdy nie wiadomo kiedy i gdzie spotkamy kogoś...
Zdarzały mi się już takie niesamowite spotkania, nieoczekiwane.
A "golonkowych" znajomych mam nadzieję spotkać jeszcze , niech się tylko trochę wzmocnię:), a tymczasem w trasę ruszam.Pozdrawiam Lemuriza1972 - 15:01 wtorek, 26 czerwca 2012 | linkuj
Zdarzały mi się już takie niesamowite spotkania, nieoczekiwane.
A "golonkowych" znajomych mam nadzieję spotkać jeszcze , niech się tylko trochę wzmocnię:), a tymczasem w trasę ruszam.Pozdrawiam Lemuriza1972 - 15:01 wtorek, 26 czerwca 2012 | linkuj
Brakuje mi tych „golonkowych „znajomych.
Znajomości zawarte pozostają na długo.Nigdy nie wiadomo gdzie i na jakiej trasie możemy się na siebie natknąć.
Coś mi się wydaje że na jakimś maratonie gość on bike został objechany na kresce przez Izę stąd to uniesienie. kondor - 14:14 wtorek, 26 czerwca 2012 | linkuj
Znajomości zawarte pozostają na długo.Nigdy nie wiadomo gdzie i na jakiej trasie możemy się na siebie natknąć.
Coś mi się wydaje że na jakimś maratonie gość on bike został objechany na kresce przez Izę stąd to uniesienie. kondor - 14:14 wtorek, 26 czerwca 2012 | linkuj
wręcz przeciwnie lubiłem to miejsce długi czas ale teraz za każdym razem nie wiadomo co się tu zastanie ale ok ....kobiety :)))) mają prawo do takich zmian a ja niepotrzebnie uniosłem się
gość on bike - 10:10 wtorek, 26 czerwca 2012 | linkuj
do gosc on bike: nikt nie każe Ci tego czytac, bo wyglada ze blog Ci przeszkadza :(
rowerzysta - 04:27 wtorek, 26 czerwca 2012 | linkuj
Hej !
Fajna,udana impreza-(wczorajszy rajd). Każdy znalazł coś dla siebie.
No i na zakończenie,dla każdego, oryginalny certyfikat który zobowiązuje. Lechita - 21:45 poniedziałek, 25 czerwca 2012 | linkuj
Fajna,udana impreza-(wczorajszy rajd). Każdy znalazł coś dla siebie.
No i na zakończenie,dla każdego, oryginalny certyfikat który zobowiązuje. Lechita - 21:45 poniedziałek, 25 czerwca 2012 | linkuj
nic się nie dzieje,
Rajd Sokoła to zbyt duże wydarzenie dla tarnowskich rowerzystów i kolarzy, by nie napisać nic na blogu (trzeba dodać: na najbardziej popularnym blogu prowadzonym przez tarnowską sportsmenkę)
Toteż, nie ma żadnego zamieszania, jest życie... tępy - 19:54 poniedziałek, 25 czerwca 2012 | linkuj
Rajd Sokoła to zbyt duże wydarzenie dla tarnowskich rowerzystów i kolarzy, by nie napisać nic na blogu (trzeba dodać: na najbardziej popularnym blogu prowadzonym przez tarnowską sportsmenkę)
Toteż, nie ma żadnego zamieszania, jest życie... tępy - 19:54 poniedziałek, 25 czerwca 2012 | linkuj
nie rozumiem, zamykasz nie zamykasz ten blog? piszesz nie piszesz? totalne pomieszanie
gość on bike - 16:20 poniedziałek, 25 czerwca 2012 | linkuj
Komentować mogą tylko znajomi. Zaloguj się · Zarejestruj się!