Środa, 10 października 2012
Pod słońcem Toskanii i.. moje rzymskie wakacje:)
Marzenia czasem się spełniają, a czasem... spełniają się zupełnie nieoczekiwanie.
Tak było tym razem.
O podróży do Włoch marzyłam od dziecka ( tak to można powiedzieć) czyli od czasów kiedy zakochałam się we włoskiej calcio i włoskich gioccatori.
Pamiętam, że kupiłam sobie wtedy rozmówki polsko- włoskie i na pamięć nauczyłam się takiego zdania:
„ I gioccatori che vedrai oggi sono bravissimi” ( Piłkarze, których zobaczymy dzisiaj są wspaniali” chyba jakos tak to było:)).
No niestety przez lata zupełnie nie było okazji i możliwości.
Jakiś miesiąc temu poszłyśmy do kina ( Renia, Monia i ja). To był film Woodego Allena „Zakochani w Rzymie”.
Kiedy wyszłyśmy z kina powiedziałam:
Chciałabym zobaczyć Rzym.. to zawsze było moje marzenie- jechać do Włoch.
Monia powiedziała: To jedźmy! Mam kolegę we Włoszech. Zapraszał mnie tyle razy.
Uśmiechnęłam się, bo wzięłam to za niezły żart, ale dziewczyny następnego dnia przystapiły do działania. Monika zadzwoniła do kolegi, a Renia załatwiła bilety na samolot .
I tak słowo stało się ciałem.
Żeby było jeszcze piękniej okazało się, że kolega Moni mieszka w .. Toskanii.
I tak 6 października wyruszyłam w krótką co prawda, ale podróż mojego życia – tak chyba mogę powiedzieć.
DZIEŃ PIERWSZY - SOBOTA
To dla mnie podwójnie wyjątkowe wydarzenie: jadę do Włoch i po raz pierwszy w zasadzie lecę samolotem ( leciałam kiedyś jako 5 letnie dziecko, ale niewiele pamiętam). Tak, dla niektórych to może śmieszne co nieco, ale tak jest w moim przypadku.
Nie bałam się, byłam bardzo ciekawa jak będzie. Wybłagałam u dziewczyn miejsce przy oknie, żeby zobaczyć … Alpy, chociaż z góry.
To były dla mnie wielkie emocje, kiedy samolot zaczął się unosić, a świat malał z minuty na minutę.
No, a kiedy wreszcie zobaczyłam Alpy.. no cóż.. nie wiem jak to opisać. Wydawało mi się, że to jakiś sen, że to nie dzieje się naprawdę, że oglądam jakiś film.
A kiedy samolot schodził do lądowania w Pizie… to było cudowne… morze, porty, góry… Nie potrafię tego opisać słowami.
Łzy staneły mi w oczach, kiedy wylądowaliśmy. Ze szczęścia. Nie mogłam uwierzyć, że jestem we Włoszech.
Na lotnisku przywitał nas Rafał, kolega Moniki ( na marginesie Rafał jest księdzem pochodzącym z naszego powiatu, ale był też księdzem w parafii pod Mielcem).
Rafał zawiózł nas do swojego kolegi Marcina, również księdza, u którego gościłysmy.
Piękna plebania, z pieknymi obrazami, meblami i klimatem, który mi bardzo odpowiada.
Taki ciepły, przytulny dom… zero nowoczesności , tych nowoczesnych mebli itp.
Dom z duszą. Wielka kuchnia z wyjściem na taras, a na tarasie.. świeże zioła w doniczkach, krzewy cytryn z owocami. Zapachy, zapachy, zapachy…
Tam nawet cytryna pachniała inaczej, jakoś tak piękniej i była bardziej "cytrynowa":) .
Na kolację pojechaliśmy do bardzo starego miasta - Volterry. Przepiękne kamienne budynki, wąskie uliczki, oświetlone latarniami, ruiny starożytnego amfiteatru. Klimatem nieco przypominające tarnowskie uliczki wokół Rynku.
Restauracja… :) Marcin czyli Don Martino ( jak mówią do niego Włosi) widać było, że jest bardzo zaprzyjaźniony z właścicielami.
Przyjemne, przytulne wnętrze i .. wino… i pieczony dzik, polenta, szpinak, groch, deser, chleb moczony w oliwie.
Chleb ma inny smak niż nasz polski. Nie jest słony.
A potem spacer po Volterze.
Dalszy ciąg wieczoru już na tarasie plebanii wśród tych ziół pachnących i z winem…

Moje pierwsze zdjęcie we Włoszech:), ciagnie wilka do lasu:)© lemuriza1972

Wnętrze restauracji w Volterze© lemuriza1972

Volterra nocą© lemuriza1972

Spacer uliczkami Volterry© lemuriza1972
DZIEŃ DRUGI – NIEDZIELA
Wstałam pierwsza. Marcin odprawiał mszę, a ja rozejrzałam się po kuchni ( śmiałam się potem, że chciałam być pierwsza w castingu na gosposię).
Kiedy wyszłam na taras… pierwsze co zobaczyłam w oddali, to ogromną grupę kolarzy mknących na szosach. Zresztą pełno tam było szosonów.
Zrobiłam herbatę z cytryną i świeżą miętą ( bardzo taką lubię) i popijałysmy z dziewczynami na tarasie.
Potem Marcin zabrał nas do włoskiej kafejki na cappucino i ciepłe, pachnące rogaliki.
Niestety była to krótka wizyta, bo Don Martino o 11.30 odprawiał mszę.
Poszłyśmy zobaczyć jak ta włoska msza wygląda i jak radzi sobie Marcin ( a radzi sobie po włosku znakomicie).
Naszą uwagę zwróciło to, że ludzie w kościele zanim zaczęła się msza, zachowują się bardzo głośno. Jest taki szum , harmider, że ciężko usłyszeć własne myśli.
Po mszy Marcin przygotował dla nas obiad.
Pięknie nakryty stół, wysublimowany aperitif, a danie główne to było pesto i makaron penne i parmezan rzecz jasna.
Tak pysznego makaronu, nie jadłam nigdy. Do tego wino.
Potem jeszcze cudowne grillowane mięso z indyka i sałata przyprawiona jedynie octem balsamicznym i cytryną , a smak miała taaaakiiiiii, że do dzisiaj go czuję.
Na deser lody, przepyszne , cudowne gelato. I znowu powtórzę: nigdy nie jadłam tak dobrych lodów.
Popołudnie spędziliśmy w Pizie.
Kiedy do niej wjeżdzaliśmy zaczął padać.. deszcz.
Ale to był taki niegroźny deszcz, a temperatura cały czas wysoka.
Najpierw oglądanie krzywej wieży, potem spacer uliczkami Pizy.
To takie miasto, mniejsze od Tarnowa, jest na nim jednak jedna ulica, chyba jakaś główna via:), która przypominała mi krakowską Grodzką.
Poczułam się przez chwilę jak w Krakowie.
Wracając z Pizy, wstąpiliśmy do dużej, ładnej restauracji, gdzie dostaliśmy pizzę w różnych smakach ( było tam całe mnóstwo kawałków), z grzybami ( ta była najpyszniejsza), wegetariańska ( z bakłażanami), z poczwórnym serem, z pomidorami i rukolą… i więcej już nie pamiętam – tyle tego było:).
Nigdy nie jadłam tak wspaniałej pizzy:).
I można powiedzieć już tradycyjnie – zakończenie wieczoru na tarasie przy winie i.. pieczonych kasztanach ( pyszne). Niestety pomimo tego, ze mieszkam w Tarnowie przy Kasztanowej i pełno kasztanów na ulicy, to nie upiekę ich … bo podobno się nie nadają. Tak chłopaki powiedzieli, więc pewnie wiedzą co mówią.

Herbata z miętą na tarasie:)© lemuriza1972

Don Rafaello i Don Martino - przygotowania do obiadu© lemuriza1972

Stół przygotowany do obiadu© lemuriza1972

W Pizie jest trochę .. krzywo:)© lemuriza1972

Akcent rowerowy w Pizie© lemuriza1972

Cała góra kolarskiego jedzenia.. czyli wystawa pełna makaronu© lemuriza1972

Uliczka w Pizie© lemuriza1972

Kamienice w Pizie© lemuriza1972

Dawny kościół© lemuriza1972
DZIEŃ TRZECI – PONIEDZIAŁEK
Pobudka o 5 rano, bo wyjeżdżamy do Rzymu, a Rzym oddalony od Pizy o 300 km.
Na szczęście tutaj dużo łatwiej o autostrady niż w Polsce.
Podczas podróży jest bardzo wesoło ( zresztą przez cały czas było bardzo, bardzo wesoło), Rafał puszcza różne włoskie piosenki i włoskie przeboje przerobione na polski. Śpiewamy wszyscy głośno.
Kiedy wschodzi słońce, po prawej stronie drogi pokazuje się morze… cudowny bezkres niebieskości…..Znowu nie wierzę, że to wszystko widzę.
Nagle Rafał mówi: obejrzyjcie się do tyłu…
Patrzymy na tylną szybę, a tam przyklejony do niej .. ślimak.
Cóż.. może tez chciał zobaczyć Rzym – nie zobaczył – odpadł z szyby jeszcze przed Rzymem.
Rzym… olbrzymie, zaskakujące miasto.. od razu się czuje inną kulturę.
Ci ludzie na skuterach, panie w kostiumach i na szpilkach..na skuterach.
Przystojni Włosi, i takie intrygujące kobiety, zwłaszcza te w średnim wieku – na nie zwróciłam uwagę, bo są inne niż kobiety w Polsce.
Nie mówię, że ładniejsze, Włoszki mają specyficzny typ urody, pociągłe twarze, ciemne oczy.
Ale maja jakiś taki styl… ciekawie ubrane… takie bardziej „młodzieżowe” niż kobiety w ich wieku w Polsce.
Spędziliśmy cały dzień ( od 11 – 20) w Rzymie, podróżując metrem, od jednego ciekawego miejsca do drugiego.
Najpierw udaliśmy się w kierunku Watykanu, ale ponieważ do wejścia do Bazyliki ustawiła się ogromna kolejka , zmieniliśmy plany i pojechaliśmy metrem do Bazyliki św. Pawła.
Przepiękna budowla… ogromna przestrzeń w środku, robi wrażenie.
Potem była następna Bazylika, Santa Maria Maggiore.
W międzyczasie gelato:), bo poczułam się głodna.
I powrót do Watykanu.
Kolejka tym razem zdecydowanie mniejsza i dosyć szybko dostaliśmy się do środka.
A środku masa wrażeń, emocji… w tym grób Jana Pawła II, już nie w podziemiach, bo jako błogosławiony już na wyższym poziomie.
Potem pisanie kartek na poczcie watykańskiej.
I zasłużony obiad w takiej typowo włoskiej restauracji.
Z Watykanu w kierunku Koloseum. Piękna to jest okolica, rzymskie ruiny, Kapitol.
I spacerek do fontanny di Trevi – przepiękna, ale ten tłum tam….
Przy fontannie.. wypiliśmy sobie włoskie piwo i zjedliśmy lody.
Przez cały dzień było ok. 30 stopni, więc pić się chciało:).
A na koniec schody hiszpańskie, gdzie też tłumy… tam chwilkę posiedzieliśmy ( na schodach) i powrót do Watykanu, bo tam nieopodal mieliśmy zaparkowany samochód.
Więc jeszcze rzut oka na rozświetloną Bazylikę św. Piotra.
I do „domu” czyli do Il Rominato ( mam nadzieję, ze dobrze zapamiętałam).
Pomimo późnego powrotu i zmęczenia, bo to jednak był maraton – znowu posiadówka na tarasie przy winie.

Pasażer na gapę© lemuriza1972

W Watykanie© lemuriza1972

Bazylika św. Pawła© lemuriza1972

Wewnątrz Bazyliki© lemuriza1972

Centrum Rzymu© lemuriza1972

W Rzymie© lemuriza1972

Z Rafałem i Koloseum w tle© lemuriza1972

Koloseum© lemuriza1972

Moi towarzysze a w tle Łuk Triumfalny© lemuriza1972

Uniwersytet© lemuriza1972

Przy fontannie di Trevi© lemuriza1972

Na Schodach Hiszpańskich© lemuriza1972

Schody Hiszpańskie© lemuriza1972

Świeci się u Benedykta:)© lemuriza1972

Bazylika św. Piotra nocą© lemuriza1972
DZIEŃ CZWARTY
OSTATNI – WTOREK
Słońce Toskanii postanowiło pokazać nam swoją drugą twarz. Obudził nas .. deszcz i ciemne kłębiące się chmury.
Aż się chciało zaśpiewać: czekam na wiatr co rozgoni.. ciemne skłębione zasłony
( a propos zasłon.. w niedzielę rano obudziłam się.. było ciemno. Pomyślałam: cholera jasna, pewnie jakaś 5 rano jest, a ja spać nie mogę... Obudziła się Monika i mówi: co tak ciemno????
Popatrzyłam na komórkę .. 7.45...
co jest????
co było? zaciągniete zewnętrzne rolety:)).
Śniadanie w niedzielę przyrządził Don Martino.
Jakie to było śniadanie!!!!!
Włoskie wędliny, pomidory ( jakie pachnące), mozarella, jajka sadzone, jakis taki włoski placek i herbatka z miętą ( to robiłyśmy my i nawet Marcinowi posmakowała).
Plan był taki, że mieliśmy jechać nad morze, ale wobec tego deszczu, plan się zmienił i pojechaliśmy do sklepu.. zrobić zakupy na obiad.
Lało tak, że Rafał mówił, ze takiej ulewy we Włoszech nie widział.
Po prostu oberwanie chmury, a potem burza.
Obiad przyrządził Marcin, więc był makaron i szaszłyki i sałata….
Ta włoska kuchnia…. Jest cudowna, pyszna, ale… gdybyśmy tam zostały dłużej… to byłoby straszne.
Wystarczyło 3 dni, a mnie przybyło jakieś 1,5 kilograma.
A jednak los nam sprzyjał, bo kiedy jedliśmy obiad wyszło słońce.
Tak więc do samochodu , jeszcze na chwilę do Pizy, a potem nad morze.
Nie widziałam morza długo… Zrobiło na mnie ogromne wrażenie.
I znowu zrobiło się bardzo gorąco, gdybyśmy mieli więcej czasu spokojnie można byłoby pewnie nawet popływać.
Marcin i Rafał sprawili nam wiele radości tym , ze zechcieli nas gościć na pięknej toskańskiej ziemi.
Strasznie ciężko było stamtąd wyjeżdzać, a do tego miałam jeszcze niemiłą przygodę na lotnisku.
W pewnym momencie zorientowałam się, że… nie mam dowodu.
Popłoch, panika… godzina do odlotu i co robić????
Przez te 5 minut niepewności…. To było niefajne.
Mój dowód znalazła Monika pod krzesłem.
Ale jak sobie tak myślę.. że gdyby nie znalazła, to pewnie byłabym jeszcze we Włoszech przez parę dni:).
A teraz… teraz:
„ Azzurro, gdy się przyglądam czarnym chmurom, to trafia mnie szlag”
Zimno, pochmurno.. inaczej. Zupełnie inaczej.
Cięźko powrócić do rzeczywistości, bardzo ciężko.
Italia.. to jest takie miejsce na ziemi, które mogłoby stać się moim.
Wiedziałam, że spodoba mi się tam.
Wiedziałam, ze pokocham krajobrazy, że rozsmakuję się w jedzeniu.
Chciałabym też zapozyczyć od Wlochów trochę tego ich spokoju, niespieszenia się…
Ja tak nie potrafię.. wciąż gdzieś gonię i się spieszę.
Jem szybko… nie potrafię sobie tak usiąść i jedzeniem po prostu się rozkoszować.
Kiedys uczyłam się włoskiego. Niedługo przez rok.
Niesamowite jest to, że teraz przypominały mi się słowa.
Nie żebym je słyszała, nie o to chodzi… one jakoś tak same przychodziły.. codziennie po kilka.. a mnie się wydawało, że nic już nie pamiętam.
I te smaki, zapachy, przyprawy… gdybym mogła… przywiozłabym całą walizkę, ale i tak się udało.. trochę suszonych pomidorów, parmezanu, oliwy, pysznych ciasteczek i róznych przypraw.
Dzisiaj otworzyłam jedną i kichałam przez pół godziny. No… była tam miedzy innymi pepperoni. Dobrze, że nie dosypałam do jakiejś potrawy zanim nie powąchałam:)>
Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś wrócić do Włoch….

I jeszcze raz w Pizie przy lepszej pogodzie© lemuriza1972

Na Morze Tyrreńskim© lemuriza1972

:)))))© lemuriza1972

Monia i Rafał.. jakby wędkowali:)))© lemuriza1972

Morze Tyrreńskie© lemuriza1972

I jeszcze jedno ujęcie...© lemuriza1972

I jeszcze jedno:)))© lemuriza1972
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
Lubię tę piosenkę. Rzeczywiście wyraża pragnienia chyba wielu z nas.
jesli chodzi o domek - mógłby być drewniany, mógłby być kamienny z ciemozielonymi okiennicami jak we Włoszech, mógłby byc nawet taki jaki widziałam dziś w Janowicach ( ja bym go odpowiednio upiększyła), miał piekny taras i przecudowny widok na Góry i Dunajec.
lemuriza1972 - 17:50 sobota, 13 października 2012 | linkuj
jesli chodzi o domek - mógłby być drewniany, mógłby być kamienny z ciemozielonymi okiennicami jak we Włoszech, mógłby byc nawet taki jaki widziałam dziś w Janowicach ( ja bym go odpowiednio upiększyła), miał piekny taras i przecudowny widok na Góry i Dunajec.
lemuriza1972 - 17:50 sobota, 13 października 2012 | linkuj
Drewniany domek ?
Może taki :) - http://www.youtube.com/watch?v=0FYHeS52VYY Lechita - 17:29 sobota, 13 października 2012 | linkuj
Może taki :) - http://www.youtube.com/watch?v=0FYHeS52VYY Lechita - 17:29 sobota, 13 października 2012 | linkuj
Jesli chodzi o domek Kondorze, to aż takich wymagań nie mam:). Wystarczyłby mi taki z widokiem na Pogórze Karpackie, a przy dobrej pogodzie to rzeczywiście i Tatry dojrzeć można byłoby.
Nie pomyślałam o robieniu zdjęć z okna samolotu:(, byłam tak przejeta i tak wpatrzona w świat na dole, że chyba ani na minutę nie odwróciłam głowy .
No ale może jeszcze kiedyś:).
Ta włoska wyprawa miała dla mnie jeszcze inne , duże znaczenie, ale to już zostawię dla siebie.
Mogę napisać tylko tyle, że BARDZO SIĘ CIESZĘ, ŻE TAM BYŁAM.
A z dzisiejszej wyprawy do Melsztyna nici.. pada od rana. Koledzy wyprawę odwołali, ja liczę na to, że jeszcze dzisiaj wyjdzie słonce i nawet jeśli nie do Melsztyna, to gdzieś tam sobie pojadę. Na pocieszenie - w Toskanii odkąd wyjechałyśmy też pada. lemuriza1972 - 07:19 sobota, 13 października 2012 | linkuj
Nie pomyślałam o robieniu zdjęć z okna samolotu:(, byłam tak przejeta i tak wpatrzona w świat na dole, że chyba ani na minutę nie odwróciłam głowy .
No ale może jeszcze kiedyś:).
Ta włoska wyprawa miała dla mnie jeszcze inne , duże znaczenie, ale to już zostawię dla siebie.
Mogę napisać tylko tyle, że BARDZO SIĘ CIESZĘ, ŻE TAM BYŁAM.
A z dzisiejszej wyprawy do Melsztyna nici.. pada od rana. Koledzy wyprawę odwołali, ja liczę na to, że jeszcze dzisiaj wyjdzie słonce i nawet jeśli nie do Melsztyna, to gdzieś tam sobie pojadę. Na pocieszenie - w Toskanii odkąd wyjechałyśmy też pada. lemuriza1972 - 07:19 sobota, 13 października 2012 | linkuj
Fajną nie zapomnianą przygodę miałaś,a widok Alp na pewno majestatyczny.Szkoda tylko że fotki nie zrobiłaś bo i my oczy mieli byśmy czym cieszyć.
Skoro marzenia się spełniają to w tym drewnianym domku skierowanym na Tatry lub Alpy kiedyś Cię ujrzymy. kondor - 06:21 sobota, 13 października 2012 | linkuj
Skoro marzenia się spełniają to w tym drewnianym domku skierowanym na Tatry lub Alpy kiedyś Cię ujrzymy. kondor - 06:21 sobota, 13 października 2012 | linkuj
Mamma mia to chyba już międzynarodowy zwrot, wszyscy wiedzą o co chodzi.
ja też uwielbiam słuchać, bo na razie nic nie rozumiem to nie mam z tym problemu. Jak będę rozumiał część słów to bardziej się będę zastanawiał co znaczy reszta i wtedy mi ten język zapewne przestanie się tak podobać, ale jeszcze czekam czy się na angielski (nie) dostałem.
A ja żużel oglądałem w knajpie w Krakowie z przypadkowo spotkanymi ludźmi z Tarnowa :) i w międzyczasie zastanawiałem się co się działo z blogiem że nie było nic nowego :P labudu - 21:10 piątek, 12 października 2012 | linkuj
ja też uwielbiam słuchać, bo na razie nic nie rozumiem to nie mam z tym problemu. Jak będę rozumiał część słów to bardziej się będę zastanawiał co znaczy reszta i wtedy mi ten język zapewne przestanie się tak podobać, ale jeszcze czekam czy się na angielski (nie) dostałem.
A ja żużel oglądałem w knajpie w Krakowie z przypadkowo spotkanymi ludźmi z Tarnowa :) i w międzyczasie zastanawiałem się co się działo z blogiem że nie było nic nowego :P labudu - 21:10 piątek, 12 października 2012 | linkuj
Ja żużel chętnie dzisiaj obejrzałam, bo we wtorek jak się zużel odbywał to byłam w drodze powrotnej do domu.
Będzie się działo w niedzielę:) lemuriza1972 - 20:59 piątek, 12 października 2012 | linkuj
Będzie się działo w niedzielę:) lemuriza1972 - 20:59 piątek, 12 października 2012 | linkuj
o to super!
ucz się pilnie.
Według mnie to najładniejszy jeżyk na świecie.
Uwielbiam go słuchać.
Fajnie było jak byłysmy w niedzielę na mszy po włosku, którą odprawiał nasz DON MARTINO czyli Marcin.
Super doświadczenie.
A jak poszłam do sklepu i pani w kasie krzykneła na widok małego kodu kreskowego z którego nie mogła odczytać cyfr: MAMMA MIA, to ja po prostu nie mogłam sie powstrzymać i też krzyknełam: MAMMA MIA:) lemuriza1972 - 20:58 piątek, 12 października 2012 | linkuj
ucz się pilnie.
Według mnie to najładniejszy jeżyk na świecie.
Uwielbiam go słuchać.
Fajnie było jak byłysmy w niedzielę na mszy po włosku, którą odprawiał nasz DON MARTINO czyli Marcin.
Super doświadczenie.
A jak poszłam do sklepu i pani w kasie krzykneła na widok małego kodu kreskowego z którego nie mogła odczytać cyfr: MAMMA MIA, to ja po prostu nie mogłam sie powstrzymać i też krzyknełam: MAMMA MIA:) lemuriza1972 - 20:58 piątek, 12 października 2012 | linkuj
metoda długa przerwa a później większa radość z jazdy też dobra jest :) A żużel to już dokładnie obejrzałem w Krakowie.
Ja najprawdopodobniej przez 5 semestrów będę się uczył włoskiego :) Ang za wysoki poziom raczej dla mnie, a niemieckiego mam już dość. labudu - 20:38 piątek, 12 października 2012 | linkuj
Ja najprawdopodobniej przez 5 semestrów będę się uczył włoskiego :) Ang za wysoki poziom raczej dla mnie, a niemieckiego mam już dość. labudu - 20:38 piątek, 12 października 2012 | linkuj
W końcu do Włoch rzut beretem. 2 godz. ? Tani lot też się znajdzie.
A jak było z językiem ? Przydała się znajomość ? Nie jest taki trudny, no wiadomo inne, nowe słówka, ale spoko. Coś nawet trochę tego próbowałem :)
Bo np. hiszpański jest nie do przetrawienia, chociaż niektórzy mówią, że łatwy. Chyba prędzej było by mi do francuskiego. Lechita - 18:35 piątek, 12 października 2012 | linkuj
A jak było z językiem ? Przydała się znajomość ? Nie jest taki trudny, no wiadomo inne, nowe słówka, ale spoko. Coś nawet trochę tego próbowałem :)
Bo np. hiszpański jest nie do przetrawienia, chociaż niektórzy mówią, że łatwy. Chyba prędzej było by mi do francuskiego. Lechita - 18:35 piątek, 12 października 2012 | linkuj
Ja tam po bilety brata wysłałem już w poniedziałek, podobno zostało 4 tys i 70 kilka na trybune gości.
Jak przeczytałem pierwsze zdanie że nie brakowało rowerka to uwierzyć nie mogłem. Wg mnie było to niemożliwe, wiem to po sobie ile razy widzę lepsiejszy rower w Krakowie to przed oczami pojawia się Spec... No ale jak terminarz był napięty to można zrozumieć.
Podczas następnego wyjazdu radzę zaplanować dzień tak aby była okazja pojeździć po włoskich terenach rowerem :) labudu - 17:27 piątek, 12 października 2012 | linkuj
Jak przeczytałem pierwsze zdanie że nie brakowało rowerka to uwierzyć nie mogłem. Wg mnie było to niemożliwe, wiem to po sobie ile razy widzę lepsiejszy rower w Krakowie to przed oczami pojawia się Spec... No ale jak terminarz był napięty to można zrozumieć.
Podczas następnego wyjazdu radzę zaplanować dzień tak aby była okazja pojeździć po włoskich terenach rowerem :) labudu - 17:27 piątek, 12 października 2012 | linkuj
Labudu.. rowerka chyba ani trochę mi nie brakowało.
Czasem dobrze jest od niego odpocząć, poza tym program był napięty i bardziej interesowały mnie rozmowy i przebywanie z ludźmi:), no i zabytki, krajobrazy.
Chociaż nie powiem.. jak patrzyłam na tych szosonów, na wspaniałych maszynach, we wspaniałych ubrankach, gdzieś tam trochę tęsknoty było
A Italia cudna, rzeczywiście jest czego zazdrościć:)
Kto wie, moze jeszcze w tym roku tam wrócę?:) lemuriza1972 - 17:22 piątek, 12 października 2012 | linkuj
Czasem dobrze jest od niego odpocząć, poza tym program był napięty i bardziej interesowały mnie rozmowy i przebywanie z ludźmi:), no i zabytki, krajobrazy.
Chociaż nie powiem.. jak patrzyłam na tych szosonów, na wspaniałych maszynach, we wspaniałych ubrankach, gdzieś tam trochę tęsknoty było
A Italia cudna, rzeczywiście jest czego zazdrościć:)
Kto wie, moze jeszcze w tym roku tam wrócę?:) lemuriza1972 - 17:22 piątek, 12 października 2012 | linkuj
bilety raczej już są z tego co wiem:), ale łatwo nie było.
jeśli chodzi o marzenia..coraz śmielej myślę o Włoszech ale jakos tak na .. dłużej.
Nierealne?
Kto wie. Wiele rzeczy wydawało mi się nierealnych , a się zdarzyły.
zobaczymy.
Ale jedno wiem - zrobię wszystko, żeby tam kiedyś wrócić!!!!
Co do wypraw rowerowych - mam znajomą, która w tym roku ( sama, na starym stalowym rowerze, starym Romecie), pojechała z Polski przez Węgry do Chorwacji, Bośni i Hercegowiny, Serbii.
Spotkałam ją w ub roku w Tokaju, pisałam o tym
lemuriza1972 - 17:19 piątek, 12 października 2012 | linkuj
jeśli chodzi o marzenia..coraz śmielej myślę o Włoszech ale jakos tak na .. dłużej.
Nierealne?
Kto wie. Wiele rzeczy wydawało mi się nierealnych , a się zdarzyły.
zobaczymy.
Ale jedno wiem - zrobię wszystko, żeby tam kiedyś wrócić!!!!
Co do wypraw rowerowych - mam znajomą, która w tym roku ( sama, na starym stalowym rowerze, starym Romecie), pojechała z Polski przez Węgry do Chorwacji, Bośni i Hercegowiny, Serbii.
Spotkałam ją w ub roku w Tokaju, pisałam o tym
lemuriza1972 - 17:19 piątek, 12 października 2012 | linkuj
Mnie kiedyś narodził się pomysł przejechania na rowerze z Włoch, (od Kalabrii-to okolice szpica BUTA)), może przy okazji i Sycylia, do Polski.
Pewnie kiedyś się spełni, bo jak widać MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ :)
P.S.- macie już bilety na niedzielę ? Bo znikają jak ciepłe bułeczki !!! Lechita - 17:06 piątek, 12 października 2012 | linkuj
Pewnie kiedyś się spełni, bo jak widać MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ :)
P.S.- macie już bilety na niedzielę ? Bo znikają jak ciepłe bułeczki !!! Lechita - 17:06 piątek, 12 października 2012 | linkuj
Nic tylko pozazdrościć. Zapewne brakowało tylko rowera, ale reset na pewno pomógł i teraz chęci do jazdy x2
labudu - 22:32 czwartek, 11 października 2012 | linkuj
No tak, o marzenia trzeba dbać, jak o roślinę.
"PODLEWAĆ, PODLEWAĆ, PODLEWAĆ, ... " Lechita - 20:31 czwartek, 11 października 2012 | linkuj
"PODLEWAĆ, PODLEWAĆ, PODLEWAĆ, ... " Lechita - 20:31 czwartek, 11 października 2012 | linkuj
Praga - a raczej perspektywa wyjazdu do niej, nie cieszyła mnie aż tak bardzo, bo po pierwsze byłam już w Pradze, po drugie byłam w trochę innym momencie życia - jeśli tak to można nazwać.
a teraz ten wyjazd sprawił mi dużo , dużo radości i było mi ogromnie potrzebne oderwanie się na kilka dni od codzienności i pracy.
ale powrót bolesny... zwłaszcza, że mieszkam , gdzie mieszkam - Mościce to nie jest najpiękniejsza i fajna dzielnica, ale też z drugiej strony lepsza niż np Falklandy.
ja jednak zawsze będę tęsknić do marzenia o domku gdzieś z daleka od miasta, do marzenia i ciszy i spokoju, zieleni itd. Lemuriza1972 - 16:37 czwartek, 11 października 2012 | linkuj
a teraz ten wyjazd sprawił mi dużo , dużo radości i było mi ogromnie potrzebne oderwanie się na kilka dni od codzienności i pracy.
ale powrót bolesny... zwłaszcza, że mieszkam , gdzie mieszkam - Mościce to nie jest najpiękniejsza i fajna dzielnica, ale też z drugiej strony lepsza niż np Falklandy.
ja jednak zawsze będę tęsknić do marzenia o domku gdzieś z daleka od miasta, do marzenia i ciszy i spokoju, zieleni itd. Lemuriza1972 - 16:37 czwartek, 11 października 2012 | linkuj
PIĘKNA REKOMPENSATA ZA PRAGĘ :)
-spontaniczne wyjazdy są najciekawsze ! Lechita - 08:48 czwartek, 11 października 2012 | linkuj
-spontaniczne wyjazdy są najciekawsze ! Lechita - 08:48 czwartek, 11 października 2012 | linkuj
Izuniu kochana, z zaciekawieniem przeczytałam o Twoich wrażeniach z Włoch. Zawsze to powtarzam, że marzenia się spełniają trzeba tylko mocno chcieć i dążyć do ich realizacji. Dzięki tanim liniom lotniczym możemy latać po Europie i jeszcze dalej:))) We Włoszech jeszcze nie byłam, ale mam nadzieję, że wszystko przede mną. Zaciekawił mnie twój przepis na herbatke cytrynową ze świeżą miętą... muszę wypróbować. Jeżeli już raz zdobyłaś się na podróż samolotem, będzie Cię ciągnęło, zobaczysz..... Ja osobiście uwielbiam latać:)))) Piękna relacja i pozdrawiam w ten jesienny polski wieczór.
Nefre - 19:41 środa, 10 października 2012 | linkuj
Komentować mogą tylko znajomi. Zaloguj się · Zarejestruj się!