Sobota, 13 października 2012
W żółtych płomieniach liści....:))))
I znowu mogę nucić tę piosenkę z wiarą w słowa, które śpiewa Gutek.
Italia stała się czymś w rodzaju antidotum, „odtruła” mnie.
Znowu dostrzegam drobiazgi, z których mogę się cieszyć i znowu cieszą mnie widoki. Nawet te okoliczne, po stokroć już widziane.
Dzisiaj była w planie wyprawa do ruin zamku w Melsztynie czyli niebieskim pieszym szlakiem w mocnym składzie : Tomek, Sławek Nosal, Paweł Szubert i ja.
Ale dzień powitał nas deszczem i Sławek wyprawę odwołał.
Ja wierzyłam Pani z Radia Kraków, która od samego rana powtarzała, że po pochmurnym poranku pokaże się słońce.
Postanowiłam sobie, że jeśli do godz 12 pogoda się polepszy to jadę do Melsztyna sama. W końcu już byłam, więc trasę znam.
Ale o 12 ciągle mżyło.
Poprawiło się jednak po jakiejś pół godzinie i chociaż to co na zewnątrz nie zachęcało do wystawiania głowy choćby przez okno, wyjechałam.
Po drodze spotkałam Alka, który wracał z jazdy z Mirkiem. Mirek co prawda dzwonił do mnie, ale nie miałam ochoty na Las Radłowski, chciałam jechać w górki.
Podobno nie ma złej pogody, są tylko źle ubrani kolarze.
Pomyślałam sobie: no to ja jestem dzisiaj źle ubranym kolarzem.
Było jakoś tak zimno, wilgotno, pochmurno.
Nie miałam pomysłu na trasę. Na Melsztyn już było za późno. Wyruszyłam do Buczyny, na niebieski rowerowy i pomyślałam, że potem coś wymyślę.
Kiedyś na tarnowskim forum rowerum napisałam, że Kolos powinien zostać Prezesem Towarzystwa Miłośników Brzanki. Dzisiaj pomyślałam, że ja w takim razie powinnam zostać Prezeską Miłośników Niebieskiego Rowerowego Szlaku nad Dunajcem. Prawie co druga moja jazda to ten szlak.
Pomyślałam też, że powinnam chyba dostać honorowe obywatelstwo gminy Pleśna, za to promowanie okolic.
Nad Dunajcem sporo błota, tak więc bardzo szybko i ja i Kateemek wyglądaliśmy jak po niezłym SPA.
Nad Dunajcem już bardzo jesiennie. Żółto.
Zmieniło się w tym zakresie od mojego ostatniego razu sprzed 1,5 tygodnia.
Jesień postępuje.
W ogóle drzewa już w pięknych barwach. Szkoda, że zdjęcia, które zrobiłam nie oddają tak pięknie tych kolorów.
No, ale w końcu to zdjęcia robione tylko komórką.
W każdym bądź razie jechałam, patrzyłam, uśmiechałam się do siebie, do tych widoków i śpiewałam: Lasciate mi cantare ….
Wiecie co? Nasza Polska jest piękna też. Bardzo. Klimat mamy tylko jaki mamy. Więcej słońca by się przydało.
Ale jest piękna.
Rozmawiałyśmy o tym z Renią , będąc we Włoszech. Renia pochodzi z Jonin ( tereny brzankowe), a więc naprawdę piękne okolice.
I doszłysmy do wniosku, ze owszem Włochy piękne, Toskania piękna, ale u nas wcale nie jest mniej ładnie.
No dobrze.. morza Tyrreńskiego nie mamy, ale za to mamy Dunajec, a takiej cudnej rzeki w Toskanii nie ma.
Na pewno nie.
I tak w ogóle Polska naprawdę nie odstaje od Włoch.
Owszem.. bardzo podoba mi się tamtejsza architektura. Te domy z okiennicami ( wszystkie okiennice są ciemnozielone, ewentualnie brązowe, tylko Andrea Bocelli, obok którego domu przejeżdżałyśmy, ma czerwone okiennice), ale Polska też wygląda ładnie.
Nie ma jakieś przepaści…
Pamiętam jak 20 lat temu wyruszyłam po raz pierwszy za granicę ( Austria), to różnica była kolosalna. Teraz już jej nie ma.
No, ale wróćmy do mojej wycieczki dzisiejszej.
W Janowicach na zboczu, gdzie jest winnica , trafiłam na domek.
Ewidentnie jest to domek letniskowy. Nie wiem jak ja wcześniej go nie zauważyłam?
Zjechałam wiec w dół, żeby mu się przyjrzeć. Nieduży, ale mnie by spokojnie wystarczył.
Zwłaszcza, że miał to co najcenniejsze – taras z przepiękny , cudownym widokiem.
Dunajec w dole i góry.
Taki domek.. dla mnie.
Marzenie o domku zawsze wydawało mi się nierealne.
jakiś czas temu stało się trochę bardziej realne, teraz znowu jest gdzieś za mgłą.. ale kto wie..
" czy za rogiem , nie stoją anioł z Bogiem, nie obserwują zdarzeń i nie spełniają marzeń…
kto wie..”
Tak to jakoś było, prawda?
Wyobraziłam sobie jak wychodzę na taras , piję kawę albo herbatę z miętą i cytryną i patrzę na Dunajec i góry.
I jestem spokojna, tym spokojem, który mogą dać tylko takie widoki.
Tempo było wybitnie wycieczkowe, jechałam spokojnie, co chwilę zatrzymywałam się i robiłam zdjęcia.
Tak więc pojechałam niebieskim, za krzyżem skręciłam pod górę w kierunku Uroczyska Janowice i Winnicy.
Powolutku do góry. Stamtąd widoki są cudowne, chociaż dzisiaj widoczność była ograniczona. O Tatrach tylko pomarzyć można było.
Zjechałam sobie do lasu, za szlaban chcąc trafić do Doliny Izy , dzisiaj inną drogą czyli odwrotnie niż poprzednio. Trudniejszym zjazdem, łatwiejszym podjazdem.
Ale coś pomyliłam . Skręciłam nie tam gdzie trzeba i zjechałam w zupełnie nieznane mi miejsca. Jakiś potoczek trzeba było przejechać, potem jakieś pola, przedzieranie się przez gąszcze różnorakie.
Niestety w pewnym momencie ścieżka się skończyła i trzeba było wrócić. Bardzo mocno pod górę.
W lesie pięknie, pachnąco.
Ale też mokro. Przemoczyłam buty przechodząc przez te chaszcze. Mocno przemoczyłam.
W końcu trafiłam na właściwą ścieżkę i zjechałam do Doliny.
Zależało mi na tym, żeby tam dzisiaj dojechać, bo nie wiem czy będzie jeszcze w tym roku okazja, a przypuszczałam, że Dolina musi już być piękna w żółtych płomieniach liści…
I tak jest.
Jechałam pod górę tak wolno, jak chyba nigdy tam nie jechałam, ale po prostu chciałam się napatrzeć.
Kiedy wyjechałam z lasu wyszło słońce . Zrobiła się taka prawdziwa polska złota jesień.
Gdzieś tam w okolicach Lubinki spotkałam Norberta Kuczerę i Pana Witka Trojaka, jak pod górę wspinali się na nartorolkach.
Norbert to najlepszy biegacz amator w naszych okolicach i nie tylko, bo w tym roku wygrał Bieg Piastów. Pan Witek też świetnie biega.
No i zjazd w dół, z pięknym widokiem na Dunajec.
Dzisiaj nie było żadnych zwierzaków po drodze, tylko kilka bażantów.
I widoki zostały pod powiekami i muszę wystarczyć do następnego weekendu, bo w tygodniu to już zbyt szybko ciemno się robi żeby jeszcze cokolwiek zobaczyć , wyjeżdzając po pracy.
A mnie po wizycie we Włoszech znowu wzięło na gotowanie.
Marcin „sprzedał” mi kilka sztuczek kulinarnych, to je teraz wykorzystuję.
Jakie? No np. żeby czosnku dodając do potrawa nie obierać, tylko gotować , piec w łupinie.
Potem ewentualnie taki ugotowany, czy upieczony przepuścić przez praskę i doprawić potrawę.
Nauczyłam się od niego dodawać do sałaty octu balsamicznego i cytryny. Nigdy tego nie robiłam, a smak jest wyśmienity.
Dzisiaj zrobiłam sobie grillowane mięso, rukolę i ryż.
Ryż to jest mój pomysł sprzed kilku już lat i bardzo lubie taki ryż.
Do ryżu dodaję usmażone pieczarki, paprykę i cebulę.
Tym razem dodatkowo jeszcze ugotowany suszony pomidor.
Jeśli chodzi i pieczarki.. koniecznie trzeba pamiętać, że smażąc je ( smażę na oliwię) nie dodawać soli, dopóki się nie usmażą. Są wtedy takie bardziej soczyste, smaczniejsze i ładnieje wyglądają.
A propos jedzenia. Wczoraj spotkała mnie taka śmieszna sytuacja.
Stałam sobie w Tesco do kasy.
Kupiłam Pesto w słoiku i mozarellę.
Jakaś pani zapytała : co to? Wskazując na pesto.
Wytłumaczyłam jej.
Powiedziała: Pani to pewnie z Włoch przyjechała.
Uśmiechnęłam się.
A ona na to: ohydne, obrzydliwe jedzenie….
No.. ja mam inne zdanie. Na przyszły tydzień umówiłyśmy się z dziewczynami na włoski obiad, u mnie. Będzie pesto, penne z parmezanem. Włoskie wino. I wspomnienia.
A jutro Bieg Leliwitów.
Zapraszam na Tarnowską Starówkę. Takiego biegu jak ten w Polsce nie ma. A może i w Europie?

Dunajec jesienny© lemuriza1972

Naddunajcowe błoto© lemuriza1972

Jesienne barwy© lemuriza1972

Jesienne barwy na niebieskim rowerowym szlaku wzdłuż Dunajca© lemuriza1972

Zjazd do Janowic© lemuriza1972

Widok z podjazdu na Uroczysko Janowice© lemuriza1972

I jeszcze jeden widok z podjazdu© lemuriza1972

Widok z okolic winnicy© lemuriza1972

Domek....© lemuriza1972

Widok z trasu domku© lemuriza1972

I znowu trochę jesiennych barw© lemuriza1972

W lesie© lemuriza1972

W lesie 2© lemuriza1972

Potoczek w lesie© lemuriza1972

Jesienny widoczek© lemuriza1972

Coraz bliżej Doliny Izy© lemuriza1972

Było trochę błotka© lemuriza1972

leśne widoczki© lemuriza1972

Przejazd przez potoczek© lemuriza1972

Dolina Izy© lemuriza1972

W dolinie Izy 2© lemuriza1972

W Dolinie Izy 3© lemuriza1972

Wyszło słońce...:)© lemuriza1972

Wyszło słońce...:)© lemuriza1972

Dunajec widziany jeszcze z góry© lemuriza1972

I jeszcze Dunajec© lemuriza1972
- DST 45.00km
- Teren 20.00km
- Czas 02:59
- VAVG 15.08km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 10.0°C
- Sprzęt KTM
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
Krecik i powiat
http://www.tvp.pl/styl-zycia/podroze/polska-wedlug-kreta/wideo/pogorze-ciezkowickoroznowskie-02092012/8246796 Gość - 15:17 poniedziałek, 15 października 2012 | linkuj
http://www.tvp.pl/styl-zycia/podroze/polska-wedlug-kreta/wideo/pogorze-ciezkowickoroznowskie-02092012/8246796 Gość - 15:17 poniedziałek, 15 października 2012 | linkuj
Medale rozdane !!!
Szampan wypity !!!
Tyle na dziś. Mistrzów się nie sądzi :) !!! Lechita - 22:26 niedziela, 14 października 2012 | linkuj
Szampan wypity !!!
Tyle na dziś. Mistrzów się nie sądzi :) !!! Lechita - 22:26 niedziela, 14 października 2012 | linkuj
no może komuś sie przyda i obejrzy.
ja niestety nie obejrzę:(, a szkoda bo chętnie posłuchałabym co ma do powiedzenia na temat naszych okolic Pan Kret i co pokaże, oprócz Skamieniałe Miasta, bo to te pewnie oczywiste, że pokaże lemuriza1972 - 05:54 niedziela, 14 października 2012 | linkuj
ja niestety nie obejrzę:(, a szkoda bo chętnie posłuchałabym co ma do powiedzenia na temat naszych okolic Pan Kret i co pokaże, oprócz Skamieniałe Miasta, bo to te pewnie oczywiste, że pokaże lemuriza1972 - 05:54 niedziela, 14 października 2012 | linkuj
Może komuś się przyda to info -jutro, niedziela, o 9 na TV Info program o Pogórzu Coężkowickim z cyklu >Podróże według Kreta <
Lechita - 21:51 sobota, 13 października 2012 | linkuj
Komentować mogą tylko znajomi. Zaloguj się · Zarejestruj się!