Sobota, 20 października 2012
Do Melsztyna wśród jesiennych barw
Czekałam na ten weekend jak na zbawienie.
Bardzo cięzki tydzień w pracy, każdy następny zapowiada się podobnie. Tak już będzie przez długie, długie miesiące.
Nowe obowiązki, zadania bardzo ciężka sytuacja kadrowa – tak to się skumulowało.
Więc wyjątkowo potrzebny mi weekend żeby podładować akumulatory.
No niestety.. złe wieści od siostry i w sumie to nie wiedziałam czy dzisiaj zostanę w Tarnowie, czy będę musiała jechać do Mielca.
Ilekroć wydaje mi się, że zaczyna się robić „znośnie” coś mocno ściąga mnie na ziemię.
Na jutro zaplanowana była Babia Góra ale właśnie dostałam wiadomość i muszę jechać do Mielca.
Są sprawy ważniejsze.
To jednak znowu utwierdza mnie w przekonaniu, że nie mam nawet co marzyć o maratonach w przyszłym roku. Co tu planować, jak sytuacja robi się coraz cięższa i nie znam dnia ani godziny…Tak jak dzisiaj.
Ale zostawmy to – trudno tak już musi być i z tym się pogodzić muszę.
Są gorsze rzeczy – widocznie tak to jest mi pisane.
Może więc dobry był ten rok,kiedy nie startowałam, przynajmniej przyzwyczaiłam się do takiej sytuacji .. że nie startuję.
Tak, jest mi żal… bo te starty pozwalały mi mocno ładować akumulatory i .. trwać. To był taki mój prozac.Bardzo mi potrzebny.
Na dzisiaj zaplanowałam wycieczkę do Melsztyna. Piękna, słoneczna pogoda, liczyłam na to, że jeszcze w tym roku uda się pojechać, bo wiedziałam, że ta trasa w jesiennych barwach musi być wyjątkowa.
I taka była.
Wyjechalismy z Tomkiem, ale mój rower wydawał dziwne dźwięki. Tomek stwierdził, ze nie mam już z przodu klocków. Cóż.. to prawda – dawno ich nie sprawdzałam.
Na szczęscie miałam zapas w domu, więc Tomek sprawnie je wymienił i wyruszylismy.
Najpierw w kierunku Wojnicza.
Tym razem pojechałam inaczej, wyczytałam w przewodniku pieszym po Ziemi Tarnowskiej, że do niebieskiego szlaku prowadzi zielony pieszy.
To jest dobra wersja trasy do Melsztyna. Dużo lepsza niż zielony rowerowy. Tak myślę. Bo zielonym rowerowym można dojechać do Lasu Milowskiego, ale omija się świetne kawałki zielonego pieszego i jeden z najpiękniejszych niebieskiego, w tym duzy odcinek lasem.
Także polecam taką wersję, do Wąwozu Szwedzkiego trzymać się cały czas zielonego pieszego, dojeżdża się niebieskiego i dalej już niebieskim.
Zielony pieszy pokrywa się częsciowo z zielonym rowerowym, ale są też swietne jego fragmenty, którymi nigdy nie jechałam. Bardzo widokowe, a także jeden świetny prowadzący przez las, z którego wyjeżdża się w Jaworsku , na rozdwidleniu, gdzie niebieski skręca w kierunku Melsztyna.
Wyjątkowo tam pięknie o tej porze roku. Przepiękne barwy, których zdjęcia nie oddają. Dzisiaj wyjątkowo była też ograniczona widoczność – mocne takie ostre słońce, i smog, który widać było z Jaworska jak mocno „opatula” Tarnów.
Ale za to widać było zarys Tatr… . Przepiekna, rozległa panorama na góry (w tym właśnie Tatry)>
Tomek powiedział: tutaj można byłoby mieć dom.
Tak.. wyjątkowo przepiękne miejsce z cudownymi widokami.
W Lesie Milowskim zrobilismy przerwę ( na banana)
Jakaś pani spytała czy znaleźliśmy grzyby. Powiedziałam, ze my nie na grzyby, a poza tym się nie znamy.
Jedyne, które jestem w stanie rozpoznać to muchomory, ale z nich raczej zupy ugotować się nie da, chociaż trzeba przyznać, że są piękne.
I tak powoli dojechalismy do Melsztyna i ruin.
Powoli, bo forma kiepska, ogromnie cięzko jechało mi się początek trasy. Potem było ciut lepiej, ale pod górki to naprawdę niezbyt fajnie mi się wjeżdża.
No i zanotowałam jeden upadek.
Cóż.. koncówka sezonu.. tych upadków nie było z uwagi na brak startów zbyt wiele, ale jak koncówka sezonu to trzeba było go jakoś zakonczyć..
Było ślisko, błoto, stromo i liście na których koło dostało poslizgu i ryp..
Na szczęscie to był taki mało grożny upadek, nawet się specjalnie nie potłukłam i siniaków wielkich być nie powinno.
Z ruin piekne widoki. Tomek wdrapał się na jedną z baszt, na która to ja nie miałam odwagi w kolarskich butach się wdrapać, bo bałam się, ze owszem wdrapać się mogę, ale zejść już nie zejdę.
„Wlazłam” na tę drugą.
Wrócilismy niebieskim rowerowym, z przerwą na Zakliczyn i mały obiadek.
Dobry dzień, trochę się rozlużniłam. Jutro będzie gorzej.Niestety.
Aż się boję w jakim nastroju wrócę w poniedziałek do pracy, a poniedziałek czeka mnie bardzo ciężki.
Moja relacja mało spontaniczna i mało emocjonalna, ale cóż... problemy znowu mnie dopadły i jakoś nie mam siły.






















Bardzo cięzki tydzień w pracy, każdy następny zapowiada się podobnie. Tak już będzie przez długie, długie miesiące.
Nowe obowiązki, zadania bardzo ciężka sytuacja kadrowa – tak to się skumulowało.
Więc wyjątkowo potrzebny mi weekend żeby podładować akumulatory.
No niestety.. złe wieści od siostry i w sumie to nie wiedziałam czy dzisiaj zostanę w Tarnowie, czy będę musiała jechać do Mielca.
Ilekroć wydaje mi się, że zaczyna się robić „znośnie” coś mocno ściąga mnie na ziemię.
Na jutro zaplanowana była Babia Góra ale właśnie dostałam wiadomość i muszę jechać do Mielca.
Są sprawy ważniejsze.
To jednak znowu utwierdza mnie w przekonaniu, że nie mam nawet co marzyć o maratonach w przyszłym roku. Co tu planować, jak sytuacja robi się coraz cięższa i nie znam dnia ani godziny…Tak jak dzisiaj.
Ale zostawmy to – trudno tak już musi być i z tym się pogodzić muszę.
Są gorsze rzeczy – widocznie tak to jest mi pisane.
Może więc dobry był ten rok,kiedy nie startowałam, przynajmniej przyzwyczaiłam się do takiej sytuacji .. że nie startuję.
Tak, jest mi żal… bo te starty pozwalały mi mocno ładować akumulatory i .. trwać. To był taki mój prozac.Bardzo mi potrzebny.
Na dzisiaj zaplanowałam wycieczkę do Melsztyna. Piękna, słoneczna pogoda, liczyłam na to, że jeszcze w tym roku uda się pojechać, bo wiedziałam, że ta trasa w jesiennych barwach musi być wyjątkowa.
I taka była.
Wyjechalismy z Tomkiem, ale mój rower wydawał dziwne dźwięki. Tomek stwierdził, ze nie mam już z przodu klocków. Cóż.. to prawda – dawno ich nie sprawdzałam.
Na szczęscie miałam zapas w domu, więc Tomek sprawnie je wymienił i wyruszylismy.
Najpierw w kierunku Wojnicza.
Tym razem pojechałam inaczej, wyczytałam w przewodniku pieszym po Ziemi Tarnowskiej, że do niebieskiego szlaku prowadzi zielony pieszy.
To jest dobra wersja trasy do Melsztyna. Dużo lepsza niż zielony rowerowy. Tak myślę. Bo zielonym rowerowym można dojechać do Lasu Milowskiego, ale omija się świetne kawałki zielonego pieszego i jeden z najpiękniejszych niebieskiego, w tym duzy odcinek lasem.
Także polecam taką wersję, do Wąwozu Szwedzkiego trzymać się cały czas zielonego pieszego, dojeżdża się niebieskiego i dalej już niebieskim.
Zielony pieszy pokrywa się częsciowo z zielonym rowerowym, ale są też swietne jego fragmenty, którymi nigdy nie jechałam. Bardzo widokowe, a także jeden świetny prowadzący przez las, z którego wyjeżdża się w Jaworsku , na rozdwidleniu, gdzie niebieski skręca w kierunku Melsztyna.
Wyjątkowo tam pięknie o tej porze roku. Przepiękne barwy, których zdjęcia nie oddają. Dzisiaj wyjątkowo była też ograniczona widoczność – mocne takie ostre słońce, i smog, który widać było z Jaworska jak mocno „opatula” Tarnów.
Ale za to widać było zarys Tatr… . Przepiekna, rozległa panorama na góry (w tym właśnie Tatry)>
Tomek powiedział: tutaj można byłoby mieć dom.
Tak.. wyjątkowo przepiękne miejsce z cudownymi widokami.
W Lesie Milowskim zrobilismy przerwę ( na banana)
Jakaś pani spytała czy znaleźliśmy grzyby. Powiedziałam, ze my nie na grzyby, a poza tym się nie znamy.
Jedyne, które jestem w stanie rozpoznać to muchomory, ale z nich raczej zupy ugotować się nie da, chociaż trzeba przyznać, że są piękne.
I tak powoli dojechalismy do Melsztyna i ruin.
Powoli, bo forma kiepska, ogromnie cięzko jechało mi się początek trasy. Potem było ciut lepiej, ale pod górki to naprawdę niezbyt fajnie mi się wjeżdża.
No i zanotowałam jeden upadek.
Cóż.. koncówka sezonu.. tych upadków nie było z uwagi na brak startów zbyt wiele, ale jak koncówka sezonu to trzeba było go jakoś zakonczyć..
Było ślisko, błoto, stromo i liście na których koło dostało poslizgu i ryp..
Na szczęscie to był taki mało grożny upadek, nawet się specjalnie nie potłukłam i siniaków wielkich być nie powinno.
Z ruin piekne widoki. Tomek wdrapał się na jedną z baszt, na która to ja nie miałam odwagi w kolarskich butach się wdrapać, bo bałam się, ze owszem wdrapać się mogę, ale zejść już nie zejdę.
„Wlazłam” na tę drugą.
Wrócilismy niebieskim rowerowym, z przerwą na Zakliczyn i mały obiadek.
Dobry dzień, trochę się rozlużniłam. Jutro będzie gorzej.Niestety.
Aż się boję w jakim nastroju wrócę w poniedziałek do pracy, a poniedziałek czeka mnie bardzo ciężki.
Moja relacja mało spontaniczna i mało emocjonalna, ale cóż... problemy znowu mnie dopadły i jakoś nie mam siły.

Najładniejszy dzisiejszy widok© lemuriza1972

Pierwszy jesienny widoczek© lemuriza1972

Tomek jedzie.. a nad nim niebo jak w Toskanii:)© lemuriza1972

W lesie na zielonym pieszym szlaku© lemuriza1972

Drugi jesienny widoczek© lemuriza1972

Stąd pięknie było widać Tatry...© lemuriza1972

Tomek jedzie w kierunku Lasu Milowskiego© lemuriza1972

W lesie Milowskim© lemuriza1972

Żółto....© lemuriza1972

Jesienne barwy© lemuriza1972

Grzybki na zupę:)))© lemuriza1972

I znowu pięknie, jesiennie© lemuriza1972

I jeszcze jeden widoczek© lemuriza1972

Leśny kawałek niebieskiego szlaku© lemuriza1972

I jeszcze jeden leśny kawałek© lemuriza1972

Widok na Dunajec© lemuriza1972

Wąwóz© lemuriza1972

Raz jeszcze wąwóz© lemuriza1972

Ruiny zamku w Melsztynie© lemuriza1972

Tomek na baszcie© lemuriza1972

Widok na Dunajec z baszty© lemuriza1972

Jeszcze jeden widok z baszty© lemuriza1972

Moc jesiennych barw© lemuriza1972
- DST 70.00km
- Teren 25.00km
- Czas 03:56
- VAVG 17.80km/h
- HRmax 172 ( 91%)
- HRavg 148 ( 78%)
- Kalorie 1810kcal
- Sprzęt KTM
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
O:) Kilka fotek zrobiliśmy dokładnie w tym samym miejscu:)
Kajman - 06:17 niedziela, 21 października 2012 | linkuj
Jak zwykle robisz ŚWIETNĄ ROBOTĘ !!! -promocja regionu, bo na prawdę jest świetny. wszystko tu mamy. Są i góry i płasko. Ja wybrałem dziś szosę, jutro pewnie też. Wszędzie pięknie-kolorowo !
Kiedyś pewnie przejadę się dzisiejsza Twoją trasą. Widoki bardzo kuszące.
Przyroda daje nam to co najlepsze więc warto brać, zwłaszcza, nic to nie kosztuje.
No może trochę wysiłku, potu, ale kto by o tym myślał skoro sama rozkosz dla oczu-duszy.
Pozdrawiam ! Lechita - 22:26 sobota, 20 października 2012 | linkuj
Kiedyś pewnie przejadę się dzisiejsza Twoją trasą. Widoki bardzo kuszące.
Przyroda daje nam to co najlepsze więc warto brać, zwłaszcza, nic to nie kosztuje.
No może trochę wysiłku, potu, ale kto by o tym myślał skoro sama rozkosz dla oczu-duszy.
Pozdrawiam ! Lechita - 22:26 sobota, 20 października 2012 | linkuj
Iza, bardzo dobrze wykorzystałaś piękny jesienny dzień.
Tych widoczków z masą górek to tradycyjnie zazdroszczę :)
Co do tego że mamy dni lepsze i gorsze to takie życie, oby tylko tych lepszych było jak najwięcej. JPbike - 18:40 sobota, 20 października 2012 | linkuj
Tych widoczków z masą górek to tradycyjnie zazdroszczę :)
Co do tego że mamy dni lepsze i gorsze to takie życie, oby tylko tych lepszych było jak najwięcej. JPbike - 18:40 sobota, 20 października 2012 | linkuj
Komentować mogą tylko znajomi. Zaloguj się · Zarejestruj się!