Wpisy archiwalne w miesiącu
Wrzesień, 2011
Dystans całkowity: | 527.00 km (w terenie 151.00 km; 28.65%) |
Czas w ruchu: | 34:39 |
Średnia prędkość: | 20.15 km/h |
Maksymalna prędkość: | 60.00 km/h |
Maks. tętno maksymalne: | 175 (93 %) |
Maks. tętno średnie: | 166 (88 %) |
Suma kalorii: | 12646 kcal |
Liczba aktywności: | 14 |
Średnio na aktywność: | 40.54 km i 2h 28m |
Więcej statystyk |
Sobota, 17 września 2011
Do Czchowa i trochę o różnych zyciowych rolach:)
Weekend. Piękny słoneczny.
Jak przyjemnie się dzisiaj wstawało.. Miałam okazję się wyspać porządnie, co jakoś ostatnio rzadko się zdarza. Obudziło mnie słońce i perspektywa fajnego weekendu.
Plan na dzisiaj był taki żeby pojechać długo, ale nie po terenie i nie po wielkich górach, bo jutro czeka mnie wędrówka po Tatrach.
Ale dawno nie jechałam długo i chciałam się trochę przed Istebną popróbować.
Jak wypadł test? Tak sobie.
Zaczęłam od korzenia w Mościcach. I znowu się udało. Już mam na niego sposób chyba.
A potem niebieskim nad Dunajcem przez Buczynę ( dużo jeżdzę tędy w tym roku) i do Czchowa niebieskim. Kto nie zna tego szlaku, albo jeździ nim tylko do Zakliczyna, polecam pojechać dalej aż do zapory w Czchowie. Warto. Piękne widoki. Trasa dobra dla szosowców, fajny asfalt , minimalny ruch.
Jesień idzie, lasy zaczynają nabierać kolorów, a i niektóre drzewa tracą liście. Jakoś mi to umknęło…
Ale taka wczesna jesień jest przyjemna.
Dzisiaj było pięknie, naprawdę wysoka temperatura. Słonce nawet jeszcze opala.
Niestety mnie jechało się cięzko. Być może przez wiatr, ale myślę, że głowna przyczyna tkwiła w tym, ze wczoraj kiepsko się czułam. Niewiele jadłam . Mało glikogenu .. zapewne.
No ale jakoś objechałam te 82 km, w gorszym czasie niż zwykle, ale też nie aż tak dramatycznym.
Mało jeżdżę ostatnio, a tak długiej trasy dawno nie robiłam.
Powiedział kiedyś kolega, ze gdyby zobaczył mnie i Andżelikę na Rynku na przykład, to w życiu nie pomyślałby, że uprawiamy taki sport.
Zapytałam zdziwiona „dlaczego”?
Kolega: bo do was bardziej pasują sukienki, pazurki. Jesteście eleganckie, zadbane. ( miło to było usłyszeć mimo wszystko:))
Usmiechnęłam się do siebie i pomyślałam , że sama mam czasem podobne myśli. Kiedy idę do pracy w tych wszystkich ciuchach mało sportowych, wysokich butach do mojej urzędowej pracy, to myślę sobie: jakbym w dwóch swiatach zyła... Odmiennych zupełnie.
Ale… przeczytałam wczoraj wywiad z Pedro Almodovarem . Jedno zdanie bardzo mnie zainspirowało.
„Dziś możesz płakać na melodramacie, a jutro oglądać boks.
Swiat jest zbyt ciekawy, żeby przeżyć go w jednej z góry określonej roli”
Fajne prawda?
I to też jest pewne wytłumaczenie , dlaczego tylu rzeczy próbuję.. dlaczego nie trzymam się jednego sportu.
Swiat jest zbyt ciekawy, żeby koncentrować się na jednym.
Np. na rowerze.
P.S Dzisiaj "stukneło" mi 5 tys km.
Cienki ten rok rowerowy...
no ale były te nieszczęsne kontuzje. Mało maratonów itd




Jak przyjemnie się dzisiaj wstawało.. Miałam okazję się wyspać porządnie, co jakoś ostatnio rzadko się zdarza. Obudziło mnie słońce i perspektywa fajnego weekendu.
Plan na dzisiaj był taki żeby pojechać długo, ale nie po terenie i nie po wielkich górach, bo jutro czeka mnie wędrówka po Tatrach.
Ale dawno nie jechałam długo i chciałam się trochę przed Istebną popróbować.
Jak wypadł test? Tak sobie.
Zaczęłam od korzenia w Mościcach. I znowu się udało. Już mam na niego sposób chyba.
A potem niebieskim nad Dunajcem przez Buczynę ( dużo jeżdzę tędy w tym roku) i do Czchowa niebieskim. Kto nie zna tego szlaku, albo jeździ nim tylko do Zakliczyna, polecam pojechać dalej aż do zapory w Czchowie. Warto. Piękne widoki. Trasa dobra dla szosowców, fajny asfalt , minimalny ruch.
Jesień idzie, lasy zaczynają nabierać kolorów, a i niektóre drzewa tracą liście. Jakoś mi to umknęło…
Ale taka wczesna jesień jest przyjemna.
Dzisiaj było pięknie, naprawdę wysoka temperatura. Słonce nawet jeszcze opala.
Niestety mnie jechało się cięzko. Być może przez wiatr, ale myślę, że głowna przyczyna tkwiła w tym, ze wczoraj kiepsko się czułam. Niewiele jadłam . Mało glikogenu .. zapewne.
No ale jakoś objechałam te 82 km, w gorszym czasie niż zwykle, ale też nie aż tak dramatycznym.
Mało jeżdżę ostatnio, a tak długiej trasy dawno nie robiłam.
Powiedział kiedyś kolega, ze gdyby zobaczył mnie i Andżelikę na Rynku na przykład, to w życiu nie pomyślałby, że uprawiamy taki sport.
Zapytałam zdziwiona „dlaczego”?
Kolega: bo do was bardziej pasują sukienki, pazurki. Jesteście eleganckie, zadbane. ( miło to było usłyszeć mimo wszystko:))
Usmiechnęłam się do siebie i pomyślałam , że sama mam czasem podobne myśli. Kiedy idę do pracy w tych wszystkich ciuchach mało sportowych, wysokich butach do mojej urzędowej pracy, to myślę sobie: jakbym w dwóch swiatach zyła... Odmiennych zupełnie.
Ale… przeczytałam wczoraj wywiad z Pedro Almodovarem . Jedno zdanie bardzo mnie zainspirowało.
„Dziś możesz płakać na melodramacie, a jutro oglądać boks.
Swiat jest zbyt ciekawy, żeby przeżyć go w jednej z góry określonej roli”
Fajne prawda?
I to też jest pewne wytłumaczenie , dlaczego tylu rzeczy próbuję.. dlaczego nie trzymam się jednego sportu.
Swiat jest zbyt ciekawy, żeby koncentrować się na jednym.
Np. na rowerze.
P.S Dzisiaj "stukneło" mi 5 tys km.
Cienki ten rok rowerowy...
no ale były te nieszczęsne kontuzje. Mało maratonów itd

Słonecznikowe pole nad Dunajcem© lemuriza1972

Czchów© lemuriza1972

Zegar słoneczny w Zakliczynie© lemuriza1972

Zakliczyn© lemuriza1972

Dunajec© lemuriza1972
- DST 82.00km
- Teren 11.00km
- Czas 03:24
- VAVG 24.12km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 25.0°C
- HRmax 171 ( 90%)
- HRavg 147 ( 78%)
- Kalorie 1500kcal
- Sprzęt KTM
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 15 września 2011
Znowu ukradli mi rower...
Na szczęście znowu we śnie… Okropny to był sen. Oprócz roweru ukradli mi pieniądze, ubrania, Karty kredytowe zostawili tylko.. buty …
Myslałam w tym śnie: teraz już nie pojeżdzę na maratony… będę sobie tylko na wycieczki jeździć na Magnusie.
Piosenkę znalazłam przypadkiem. Zupełnym, ale jest tak piękna, ze musiałam ją zaprezentować.
23 września wychodzi nowa płyta Kaśki Nosowskiej. Nie mogę się doczekać.
Kaśka jest ewenementem w zalewie tej plastikowej muzyki.. Dla mnie jeśli chodzi o rockowe wokalistki w Polsce, abosolutnie numer jeden.
Dzisiaj między meczami siatkarzy na ME w siatkówce, udalo mi się przez chwilę pojeździć.
Te mecze siatkarzy trochę rozbiły mi plany treningowe, ale.. w sumie cóż.. została mi tylko Istebna i być może Odyseja Ponidzka, wiec własciwie treningi .. cóż..
Dzisiaj początek jazdy był bardzo cięzki. Duży, duży wiatr sprawiał, ze własciwie jechało się jak pod górę.
Lepiej zrobiło się jak wjechałam do Lasu. Nie jechałam dzisiaj specjalnie szybko, ale udało się utrzymywać przyzwoite tempo. Sporo kilometrów w lesie, a na koniec pojechałam jeszcze nad naddunajcowe wertepy. Takie sobie urozmaicenie jazdy:)
Wracałam przez park w Mościcach i już kierowałam się do domu, kiedy pomyślałam: spróbuję w koncu podjechać ten nieszczęsny korzeń…
Korzeń w parku ? Smieszne.. a jednak… jest ostro pod górkę i konczy się korzeniem. Jak do tej pory, wszystkie moje próby były nieudane.
Podjeżdżam.. chyba za wolno.. spadam na korzeniu. No to druga próba. Myślę co zrobić.. chyba trzeba po prostu szybciej pedałować.
Zwiększam kadencję i.. udaje się.
To już drugi korzęń w tym tygodniu ( z gatunku tych wczesniej niepodjeżdzalnych), który udaje się podjechać. Może do pewnych rzeczy trzeba dorosnąć?:)
Wracam i chociaż jazda specjalnie emocjonująca nie była, jestem zadowolona.
Rower, sport to moje nieustanne źródło energii.
Są jeszcze inne.. muzyka, ksiązki, góry.. ale sport… to numer jeden.
Czytałam wczoraj artykuł na temat wewnętrznych źródeł energii.
Dawniej wydawało mi się, ze wszystkie takie artykuły to taka psychologiczna papka. Teraz czytam i wybieram te wg mnie wartościowe i analizuję i staram się przekładać na swoje życie.
I to wcale takie głupie nie jest, chociaż na głupie wyglądać może.
Cytat z artykułu:
„ A więc jeśli chcę mieć siłę, by radzić sobie ze stresem, powinnam oprócz szukania żródeł zasilania, zlokalizować również wycieki energetyczne. I jeśli to możliwe, unikać tego co mnie podkopuje”
Całkiem jak w moim ulubionym cytacie z Myśliwskiego:
„ Jeśli jesteś na dnie, nie kop głębiej”.
No dobrze.. idę popatrzeć jak gra Wisła z Krakowa:)
( jeden piłkarz duński nazywa się Dżemba Dżemba - pisownia ze słuchu, bo nie wiem jak to się pisze. Nieźle prawda?)
- DST 37.00km
- Teren 18.00km
- Czas 01:32
- VAVG 24.13km/h
- Sprzęt KTM
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 13 września 2011
Tatry
POzyteczna jazda.. aczkolwiek...
Andżelika chciała jechać na podjazd pieszym od Pleśnej ( tak jej się spodobało).
No to pojechalismy. Po asfalcie jechało mi sie dobrze, nawet pod górę nie było źle. Pomyślałam: noga podaje.
Kłopoty zaczęły się jak sie zaczął teren. Ten podjazd jest naprawdę trudny. Siły mnie stopniowo opuszczały, Mirek i Andżelika zaczęli mi odjeżdzać, nawet nie starałam sie ich gonić ( mam wyraźne kłopoty z motywacją w tym sezonie).
Udało sie pokonać korzeń. Korzeń do tej pory dla mnie niepokonywalny.
Ucieszyło mnie to.
Co z tego jak kosztowało tyle sił, ze potem spadłam z roweru.... w miejscu gdzie tydzien temu przejechałam.
ten podjazd sprawia, że przez 5 min tracę wiarę we wszystko i w sens życia w szczególności:), ze szczególnym uwzględnieniem sensu jazdy na rowerze:)
Meczę się na nim bardzo, tętno szaleje ( skądinąd coś z nim jest chyba nie tak, za wysokie).
Ale jak już wjechałam to oczywiscie bylam bardzo szczęsliwa.
Potem pojechalismy na Lubinkę, a tam Tatry dzisiaj jak na dłoni... Piękneeeeee... radosne doznanie.
Spotkałam Irka, mojego kolegę co ma tam dom, zapraszał nas , ale późno juz było.
A potem nastąpił zjazd Golgotą i to jest dopiero doznanie!!! Jak sie zjeżdza, to dopiero wtedy mozna poczuć dlaczego tak cięzko sie podjeżdza, ogromnie stromo, kręta , wąska droga. masa adrenaliny... predkość ( na hamulcach) 60 km /h, ale tam za bardzo hamulców puścić nie można, zbyt kręta ta droga i wąska, w każdej chwili moze coś zza zakrętu wyskoczyć.
Potem już tradycyjnie, powrót niebieskim nad Dunajcem przez Buczynę.
Pozytecznie, chociaż myśli podczas podjeżdzania niedobre.
Andżelika chciała jechać na podjazd pieszym od Pleśnej ( tak jej się spodobało).
No to pojechalismy. Po asfalcie jechało mi sie dobrze, nawet pod górę nie było źle. Pomyślałam: noga podaje.
Kłopoty zaczęły się jak sie zaczął teren. Ten podjazd jest naprawdę trudny. Siły mnie stopniowo opuszczały, Mirek i Andżelika zaczęli mi odjeżdzać, nawet nie starałam sie ich gonić ( mam wyraźne kłopoty z motywacją w tym sezonie).
Udało sie pokonać korzeń. Korzeń do tej pory dla mnie niepokonywalny.
Ucieszyło mnie to.
Co z tego jak kosztowało tyle sił, ze potem spadłam z roweru.... w miejscu gdzie tydzien temu przejechałam.
ten podjazd sprawia, że przez 5 min tracę wiarę we wszystko i w sens życia w szczególności:), ze szczególnym uwzględnieniem sensu jazdy na rowerze:)
Meczę się na nim bardzo, tętno szaleje ( skądinąd coś z nim jest chyba nie tak, za wysokie).
Ale jak już wjechałam to oczywiscie bylam bardzo szczęsliwa.
Potem pojechalismy na Lubinkę, a tam Tatry dzisiaj jak na dłoni... Piękneeeeee... radosne doznanie.
Spotkałam Irka, mojego kolegę co ma tam dom, zapraszał nas , ale późno juz było.
A potem nastąpił zjazd Golgotą i to jest dopiero doznanie!!! Jak sie zjeżdza, to dopiero wtedy mozna poczuć dlaczego tak cięzko sie podjeżdza, ogromnie stromo, kręta , wąska droga. masa adrenaliny... predkość ( na hamulcach) 60 km /h, ale tam za bardzo hamulców puścić nie można, zbyt kręta ta droga i wąska, w każdej chwili moze coś zza zakrętu wyskoczyć.
Potem już tradycyjnie, powrót niebieskim nad Dunajcem przez Buczynę.
Pozytecznie, chociaż myśli podczas podjeżdzania niedobre.
- DST 42.00km
- Teren 18.00km
- Czas 02:03
- VAVG 20.49km/h
- VMAX 60.00km/h
- Temperatura 28.0°C
- HRmax 175 ( 93%)
- HRavg 147 ( 78%)
- Kalorie 950kcal
- Sprzęt KTM
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 11 września 2011
Powody zdrowotne:)
Tak to już jest, że co weekend coś się dzieje. Nie ma spokojnych , leniwych weekendów, ale i dobrze, bo ja tak lubię po prostu. Aktywnie.
Miałam jechać na maratony.. albo do Rzeszowa albo Jasła, zrezygnowałam… z różnych powodów, przede wszystkim zdrowotnych.
Postanowiłam więc skorzystać z zaproszenia koleżanki i pojechałam do Nowego Sącza.
Takie babskie, czteroosobowe spotkanie.
W sobotę pojechałysmy do Krynicy.
Tam krótka wycieczka na Jaworzynę. Niestety jedna z koleżanek z powodów zdrowotnych chodzić po górach nie mogła. Tak więc Ela z Ewą pojechały do góry gondolą, my z Bożenką na nózkach.
To już dla mnie „taterniczki” z Bożej łaski :), dramatycznie krótki dystans, taki dokładnie na rozdrażnienie…
Dodatkowo ze trzech rowerzystów nas minęło.. co dodatkowo mnie rozdrażniło.. bo żal był , że nie mam ze sobą roweru… Każdy kamyk… koleina szczegółowo po drodze opatrzone.. pod kątem „jakby się po tym jechało”… ot takie zboczenie już totalne…
Ale góry jak zwykle piękne, spacer udany.
I wspomnienie.. bo Jaworzyna to była moja pierwsza górska wyprawa na rowerze. Jakieś 2 miesiace po zakupie górala, ambitnie wdrapałam się na Jaworzynę.. byłam z siebie ogromnie dumna!
Potem Krynica… obiad.. i festiwal biegowy ( własnie się odbywał), pomyślałam więc: Sławek Nosal pewnie biega.. wiec zaraz za telefon i faktycznie , Sławek był w Krynicy, więc na chwile się spotkalismy.
Wyobrażacie sobie , że Ultramaraton to 100 km po górach, 3000 m przewyższenia. O 3 w nocy wyruszyli.. niesamowite. Zwycięzca przebiegł te 100 km po górach w 9,5 godziny…
Myslę, ze na rowerze miałabym problemy z osiagnięciem takiego czasu…
Krynicę uwielbiam, mogłabym tak bywać co tydzień…
A dzisiaj wróciłam tuz przed 17 i pojechałysmy na jazdę z Andżeliką.
Miało być spokojnie ( bo glowa mnie bardzo bolała…jeszcze chyba po Krakowie, to są skutki upadku), ale nie było. Pocisnełysmy mocno pierwsze 30 km, w lesie przez 20 km prędkośc cały czas 27-30 km/h. Spadła nam potem średnia bo trochę zgubiłysmy drogę i miałam pewne problemy zdrowotne jeśli tak to można nazwać, ale i tak to była pozyteczna , fajna jazda.
A Krysia odebrała dzisiaj nagrodę za I miejsce w klasyfikacji generalnej na giga w Cyklokarpatach. Wielkie gratulacje!


Miałam jechać na maratony.. albo do Rzeszowa albo Jasła, zrezygnowałam… z różnych powodów, przede wszystkim zdrowotnych.
Postanowiłam więc skorzystać z zaproszenia koleżanki i pojechałam do Nowego Sącza.
Takie babskie, czteroosobowe spotkanie.
W sobotę pojechałysmy do Krynicy.
Tam krótka wycieczka na Jaworzynę. Niestety jedna z koleżanek z powodów zdrowotnych chodzić po górach nie mogła. Tak więc Ela z Ewą pojechały do góry gondolą, my z Bożenką na nózkach.
To już dla mnie „taterniczki” z Bożej łaski :), dramatycznie krótki dystans, taki dokładnie na rozdrażnienie…
Dodatkowo ze trzech rowerzystów nas minęło.. co dodatkowo mnie rozdrażniło.. bo żal był , że nie mam ze sobą roweru… Każdy kamyk… koleina szczegółowo po drodze opatrzone.. pod kątem „jakby się po tym jechało”… ot takie zboczenie już totalne…
Ale góry jak zwykle piękne, spacer udany.
I wspomnienie.. bo Jaworzyna to była moja pierwsza górska wyprawa na rowerze. Jakieś 2 miesiace po zakupie górala, ambitnie wdrapałam się na Jaworzynę.. byłam z siebie ogromnie dumna!
Potem Krynica… obiad.. i festiwal biegowy ( własnie się odbywał), pomyślałam więc: Sławek Nosal pewnie biega.. wiec zaraz za telefon i faktycznie , Sławek był w Krynicy, więc na chwile się spotkalismy.
Wyobrażacie sobie , że Ultramaraton to 100 km po górach, 3000 m przewyższenia. O 3 w nocy wyruszyli.. niesamowite. Zwycięzca przebiegł te 100 km po górach w 9,5 godziny…
Myslę, ze na rowerze miałabym problemy z osiagnięciem takiego czasu…
Krynicę uwielbiam, mogłabym tak bywać co tydzień…
A dzisiaj wróciłam tuz przed 17 i pojechałysmy na jazdę z Andżeliką.
Miało być spokojnie ( bo glowa mnie bardzo bolała…jeszcze chyba po Krakowie, to są skutki upadku), ale nie było. Pocisnełysmy mocno pierwsze 30 km, w lesie przez 20 km prędkośc cały czas 27-30 km/h. Spadła nam potem średnia bo trochę zgubiłysmy drogę i miałam pewne problemy zdrowotne jeśli tak to można nazwać, ale i tak to była pozyteczna , fajna jazda.
A Krysia odebrała dzisiaj nagrodę za I miejsce w klasyfikacji generalnej na giga w Cyklokarpatach. Wielkie gratulacje!

Schodziłysmy z Jaworzyny© lemuriza1972

W górach jest szczęście...© lemuriza1972

Festiwal biegowy w Krynicy© lemuriza1972
- DST 39.00km
- Teren 20.00km
- Czas 01:41
- VAVG 23.17km/h
- VMAX 33.00km/h
- Temperatura 28.0°C
- HRmax 171 ( 90%)
- HRavg 147 ( 78%)
- Kalorie 747kcal
- Sprzęt Kellys Magnus
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 7 września 2011
Środowa jazda i jeszcze trochę o Orlej Perci:)
Jak sie okazało... odczuwam jeszcze skutki mojego głupiego maratonowego upadku, stąd długi odpoczynek od roweru.
Miałam sporo szczęscia , w tym nieszczesciu. Nie miała takiego szczęscia Iza Cieniuszek jak sie okazało.
Tuz przed sama metą, pewnie z jakieś 5 m, wjechał w nią żądny sławy Pan z kat M5, no bo przecież fajnie na samej kresce wyprzedzić kobietę i tym samym zając pewnie 550 m open... Kretynizm ( przepraszam za słowo), którego nigdy nie zdołam pojąć.
I chyba dlatego nie przepadam za maratonem w Krakowie. Za dużo ludzi i za duzo ludzi z przypadku niestety, którzy naprawdę nie potrafią zachować sie na trasie i robią dziwne rzeczy zwłaszcza na zjazdach. Doświadczyłam tego podczas moich pierwszych maratonów krakowskich, kiedy leżałam nie raz i nie dwa z powodu takich żadnych sławy...
W międzyczasie ( tzn w międzyczasie między moimi jazdami) Maja zdobyła srebrny medal MŚ.
Chwała jej za to, bo jakie były okoliczności wywalczenia tego medalu, wiemy.
Dla mnie w tej jej karierze najbardziej fenomenalne jest to, że ona na te najwazniejsze imprezy w sezonie , potrafi tak sie zmobilizowac i tak trafić z formą i tak wytrzymać psychiczną presję, ze jest w niesamowitym cugu. Gdyby nie ten defekt, kto wie, moze byłoby drugie z rzędu mistrzostwo.
Moja siostra oglądając koncówkę wyścigu , powiedziała: jak można wjeżdzac na rowerze pod taką górkę?
Uśmiechnęłam się i pomyślałam: jeżdzę na rowerze, wiedzą o tym moi znajomi, rodzina.
Nikt jednak, kto nie jeździ, kto nie przejechał jednego chociażby podjazdu w górach w terenie, jednego zjazdu.. nigdy nie zrozumie jaki to jest ogromny wysiłek przejechać maraton w górach.
Ile to kosztuje sił, samozaparcia, treningu..
Patrzyłam na Maję, na jej wykrzywioną z wysiłku twarz i .. myslałam: ależ tam jest ból, ale cierpienie, ale hart ducha, jaka siła !!!
Brawo!!!
No a teraz będzie o Orlej znowu.
Kiedy poznałam smak tego szlaku, powiedziałam do Mirka: musisz tam iść, koniecznie.
Musisz iść sam, zeby Cie nikt nie opoźniał, chciałabym zobaczyć ile czasu Ci to zajmie.
W sieci piszą, że samo przejście Orlej ( 3, 9 km) od Zawratu do Krzyżnego , to ok 6 godzin.
Do tego dojście i zejście, razem kilkanaście godzin. Większość "rozkłada"Orlą na dwa dni.
Mirek wyruszył o 6.00 rano z parkingu. o 15 był na parkingu z powrotem. I nie szedl z Murowańca na Zawrat, tylko jeszcze sobie zahaczył o Świnicę:)
Orlą przeszedł w 3, 5 godziny.
Myślę, że to jest jakis rekord Polski:)
Gratulacje wielkie, jestem dumna, że mam takiego kolegę , ale ja wiedziałam, że tak będzie:).
Mirek nawawia mnie na Odyseję Ponidzką:). Myślę... nie nastartowałam sie w tym oku, więc może..
Mielismy jechać w ub roku.. nie pojechalismy. Może warto spróbować czegoś nowego?
a dzisiaj krótka , ale treściwa jazda.
Po płaskim, ale naprawde szybko. Noga dośc podawała:)
Niezła średnia, nie oszczędzałam się.
Cytat z sieci:
"To wspaniały szlak, niebezpieczny przy załamaniu pogody, ale jakże piękny! Lęk wysokości nie wskazany :)
najlepszy kawałek wg mnie jest od Zawratu do Koziego :)
Kto nie przeszedł Orlej, to jakby nie wiedział co to jest chodzenie po Tatrach"
Nie przeszłam całej...:(
więc muszę kiedyś wrócić...:)
Miałam sporo szczęscia , w tym nieszczesciu. Nie miała takiego szczęscia Iza Cieniuszek jak sie okazało.
Tuz przed sama metą, pewnie z jakieś 5 m, wjechał w nią żądny sławy Pan z kat M5, no bo przecież fajnie na samej kresce wyprzedzić kobietę i tym samym zając pewnie 550 m open... Kretynizm ( przepraszam za słowo), którego nigdy nie zdołam pojąć.
I chyba dlatego nie przepadam za maratonem w Krakowie. Za dużo ludzi i za duzo ludzi z przypadku niestety, którzy naprawdę nie potrafią zachować sie na trasie i robią dziwne rzeczy zwłaszcza na zjazdach. Doświadczyłam tego podczas moich pierwszych maratonów krakowskich, kiedy leżałam nie raz i nie dwa z powodu takich żadnych sławy...
W międzyczasie ( tzn w międzyczasie między moimi jazdami) Maja zdobyła srebrny medal MŚ.
Chwała jej za to, bo jakie były okoliczności wywalczenia tego medalu, wiemy.
Dla mnie w tej jej karierze najbardziej fenomenalne jest to, że ona na te najwazniejsze imprezy w sezonie , potrafi tak sie zmobilizowac i tak trafić z formą i tak wytrzymać psychiczną presję, ze jest w niesamowitym cugu. Gdyby nie ten defekt, kto wie, moze byłoby drugie z rzędu mistrzostwo.
Moja siostra oglądając koncówkę wyścigu , powiedziała: jak można wjeżdzac na rowerze pod taką górkę?
Uśmiechnęłam się i pomyślałam: jeżdzę na rowerze, wiedzą o tym moi znajomi, rodzina.
Nikt jednak, kto nie jeździ, kto nie przejechał jednego chociażby podjazdu w górach w terenie, jednego zjazdu.. nigdy nie zrozumie jaki to jest ogromny wysiłek przejechać maraton w górach.
Ile to kosztuje sił, samozaparcia, treningu..
Patrzyłam na Maję, na jej wykrzywioną z wysiłku twarz i .. myslałam: ależ tam jest ból, ale cierpienie, ale hart ducha, jaka siła !!!
Brawo!!!
No a teraz będzie o Orlej znowu.
Kiedy poznałam smak tego szlaku, powiedziałam do Mirka: musisz tam iść, koniecznie.
Musisz iść sam, zeby Cie nikt nie opoźniał, chciałabym zobaczyć ile czasu Ci to zajmie.
W sieci piszą, że samo przejście Orlej ( 3, 9 km) od Zawratu do Krzyżnego , to ok 6 godzin.
Do tego dojście i zejście, razem kilkanaście godzin. Większość "rozkłada"Orlą na dwa dni.
Mirek wyruszył o 6.00 rano z parkingu. o 15 był na parkingu z powrotem. I nie szedl z Murowańca na Zawrat, tylko jeszcze sobie zahaczył o Świnicę:)
Orlą przeszedł w 3, 5 godziny.
Myślę, że to jest jakis rekord Polski:)
Gratulacje wielkie, jestem dumna, że mam takiego kolegę , ale ja wiedziałam, że tak będzie:).
Mirek nawawia mnie na Odyseję Ponidzką:). Myślę... nie nastartowałam sie w tym oku, więc może..
Mielismy jechać w ub roku.. nie pojechalismy. Może warto spróbować czegoś nowego?
a dzisiaj krótka , ale treściwa jazda.
Po płaskim, ale naprawde szybko. Noga dośc podawała:)
Niezła średnia, nie oszczędzałam się.
Cytat z sieci:
"To wspaniały szlak, niebezpieczny przy załamaniu pogody, ale jakże piękny! Lęk wysokości nie wskazany :)
najlepszy kawałek wg mnie jest od Zawratu do Koziego :)
Kto nie przeszedł Orlej, to jakby nie wiedział co to jest chodzenie po Tatrach"
Nie przeszłam całej...:(
więc muszę kiedyś wrócić...:)
- DST 35.00km
- Teren 2.00km
- Czas 01:16
- VAVG 27.63km/h
- VMAX 36.00km/h
- Sprzęt Kellys Magnus
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 7 września 2011
Wtorek
Z Mirkiem.
Płasko. Dobrze mi się jechało.
Płasko. Dobrze mi się jechało.
- DST 41.00km
- Teren 12.00km
- Czas 01:44
- VAVG 23.65km/h
- VMAX 35.00km/h
- Temperatura 24.0°C
- HRmax 169 ( 89%)
- HRavg 151 ( 80%)
- Kalorie 700kcal
- Sprzęt KTM
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 2 września 2011
Marek Konwa wicemistrzem świata!!!
Liczyłam na to:), trzymałam kciuki, co chwilę sprawdzałam wiadomości na onecie i doczekałam się:)
Brawo!!!
Srebrny medal pomimo złamanego siodełka :)
walka do samego końca.
Fighter po prostu!
Brawo!!!
Srebrny medal pomimo złamanego siodełka :)
walka do samego końca.
Fighter po prostu!
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 1 września 2011
Mistrzostwa Świata w kolarstwie górskim
Śledzę uważnie.
Marek Konwa, Anna Szafraniac ( miałam to szczęscie, że widywałam ich na maratonach), Bartek Wawak i Paula Gorycka jeszcze niedawno przyjeżdzali na Puchar Tarnowa.
Dzisiaj na MŚ.
I jaki pech. Wczoraj pech w sztafecie ( defekt Osickiego), dzisiaj złamany obojczyk Szafraniec, urwany Łancuch Bartka.. Paula zeszła z trasy
"Niestety, okazało się, że osiem mocnych treningów w okresie przygotowawczym do najważniejszej imprezy sezonu to zdecydowanie za mało. Jestem zła, rozgoryczona, wściekła - powiedziała łamiącym się głosem zawodniczka CCC Polkowice. - Nie miałam dziś sił i zupełnie nie czułam roweru. Siadłam na nim zaledwie trzy dni przed wyścigiem i to niestety było dziś widać. Zabrakło mi również objeżdżenia na trasie. Na dobrą sprawę - rundę mistrzostw świata przejechałam raptem kilka razy. To najgorszy wyścig w moim życiu. Nie wiem jak to zrobię, ale chcę wrócić do trenera Andrzeja Piątka. To był sprawdzony układ, który został w sposób nieodpowiedzialny przerwany, a ja nie miałam na to wpływu - dodała Paula Gorycka"
Mocno.
Nie rozumiem jednego. Jak można jechać MŚ na niesprawdzonym, nowym rowerze.
Ja na maraton bym sie bała, a tu wysyła sie zawodniczkę reprezentacji Polski do boju o medale na nowym rowerze?
Szkoda.
Ale liczę na dobry wstęp Mai w sobotę i dobry występ Marka Konwy.
A u mnie dzisiaj nieco dłuższa jazda.
Z Mirkiem dzisiaj.
Pojechalismy do Pleśnej zrobić podjazd żółtym pieszym.
Mirek zapytał: pod prąd jedziemy?:)
No tak, zwykle zjeżdzamy.
I muszę powiedzieć tak.. zjazd chociaż wymagający pewnych umiejetnosci i koncetracji, jednak jest łatwiejszy. Podjazd wymaga wiele siły i techniki ( brakowało mi dzisiaj i tego i tego).
To jest podjazd podczas którego ogarnia mnie zwątpienie we wszystko.
W sens jazdy na rowerze, w sens jazdy na maratonach, w swoja siłę i umiejetnosci.
Długi i bardzo wyczerpujący. Cały czas jazda naprawdę na granicy utraty przeczepności. Trochę korzeni itp i ostro pod górę. Na młyneczku cały czas.
Więc ogarnia mnie zwątpienie, ale kiedy już wjadę , jestem zadowolona.
Potem wjazd na skrzyżowanie na Lubince , wjazd do góry w okolice winnicy uroczysko, zjazd w dół i powrót niebieskim nad Dunajcem przez Buczynę.
Zmeczyłam się, a do tego znowu bardzo bolało miejsce po łąkotce, tak bolało, że czasem cieżko było pedałować.
nie czułam dzisiaj zreszta specjalnej mocy.
Cóż..
teraz 3 dni przymusowego odpoczynku, może kolana odpoczną..
Marek Konwa, Anna Szafraniac ( miałam to szczęscie, że widywałam ich na maratonach), Bartek Wawak i Paula Gorycka jeszcze niedawno przyjeżdzali na Puchar Tarnowa.
Dzisiaj na MŚ.
I jaki pech. Wczoraj pech w sztafecie ( defekt Osickiego), dzisiaj złamany obojczyk Szafraniec, urwany Łancuch Bartka.. Paula zeszła z trasy
"Niestety, okazało się, że osiem mocnych treningów w okresie przygotowawczym do najważniejszej imprezy sezonu to zdecydowanie za mało. Jestem zła, rozgoryczona, wściekła - powiedziała łamiącym się głosem zawodniczka CCC Polkowice. - Nie miałam dziś sił i zupełnie nie czułam roweru. Siadłam na nim zaledwie trzy dni przed wyścigiem i to niestety było dziś widać. Zabrakło mi również objeżdżenia na trasie. Na dobrą sprawę - rundę mistrzostw świata przejechałam raptem kilka razy. To najgorszy wyścig w moim życiu. Nie wiem jak to zrobię, ale chcę wrócić do trenera Andrzeja Piątka. To był sprawdzony układ, który został w sposób nieodpowiedzialny przerwany, a ja nie miałam na to wpływu - dodała Paula Gorycka"
Mocno.
Nie rozumiem jednego. Jak można jechać MŚ na niesprawdzonym, nowym rowerze.
Ja na maraton bym sie bała, a tu wysyła sie zawodniczkę reprezentacji Polski do boju o medale na nowym rowerze?
Szkoda.
Ale liczę na dobry wstęp Mai w sobotę i dobry występ Marka Konwy.
A u mnie dzisiaj nieco dłuższa jazda.
Z Mirkiem dzisiaj.
Pojechalismy do Pleśnej zrobić podjazd żółtym pieszym.
Mirek zapytał: pod prąd jedziemy?:)
No tak, zwykle zjeżdzamy.
I muszę powiedzieć tak.. zjazd chociaż wymagający pewnych umiejetnosci i koncetracji, jednak jest łatwiejszy. Podjazd wymaga wiele siły i techniki ( brakowało mi dzisiaj i tego i tego).
To jest podjazd podczas którego ogarnia mnie zwątpienie we wszystko.
W sens jazdy na rowerze, w sens jazdy na maratonach, w swoja siłę i umiejetnosci.
Długi i bardzo wyczerpujący. Cały czas jazda naprawdę na granicy utraty przeczepności. Trochę korzeni itp i ostro pod górę. Na młyneczku cały czas.
Więc ogarnia mnie zwątpienie, ale kiedy już wjadę , jestem zadowolona.
Potem wjazd na skrzyżowanie na Lubince , wjazd do góry w okolice winnicy uroczysko, zjazd w dół i powrót niebieskim nad Dunajcem przez Buczynę.
Zmeczyłam się, a do tego znowu bardzo bolało miejsce po łąkotce, tak bolało, że czasem cieżko było pedałować.
nie czułam dzisiaj zreszta specjalnej mocy.
Cóż..
teraz 3 dni przymusowego odpoczynku, może kolana odpoczną..
- DST 45.00km
- Teren 16.00km
- Czas 02:08
- VAVG 21.09km/h
- VMAX 58.00km/h
- Temperatura 25.0°C
- HRmax 175 ( 93%)
- HRavg 141 ( 75%)
- Kalorie 900kcal
- Sprzęt KTM
- Aktywność Jazda na rowerze