lemuriza1972statystyki rowerowe bikestats.pl
lemuriza1972
Tarnów

Informacje

  • Wszystkie kilometry: 37869.50 km
  • Km w terenie: 10093.00 km (26.65%)
  • Czas na rowerze: 89d 13h 22m
  • Prędkość średnia: 19.11 km/h
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl



Reprezentuję

Gomola Trans Airco Team

Całkiem niezła panorama, kliknij aby zobaczyć



Portal z dużą dawką emocji

LoveBikes.pl - portal z dużą dawką emocji







Moje rowery

Kellys Magnus 29684 km
KTM 19175 km

Szukaj

Znajomi

wszyscy znajomi(65)

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy lemuriza1972.bikestats.pl

Archiwum

  • 2017, Marzec(2, 2)
  • 2016, Grudzień(1, 0)
  • 2016, Październik(4, 3)
  • 2016, Wrzesień(13, 10)
  • 2016, Sierpień(13, 5)
  • 2016, Lipiec(11, 3)
  • 2016, Czerwiec(16, 5)
  • 2016, Maj(15, 12)
  • 2016, Kwiecień(13, 4)
  • 2016, Marzec(8, 4)
  • 2016, Luty(10, 11)
  • 2016, Styczeń(14, 7)
  • 2015, Grudzień(15, 7)
  • 2015, Listopad(8, 9)
  • 2015, Październik(9, 6)
  • 2015, Wrzesień(11, 6)
  • 2015, Sierpień(25, 7)
  • 2015, Lipiec(16, 8)
  • 2015, Czerwiec(20, 21)
  • 2015, Maj(22, 19)
  • 2015, Kwiecień(15, 9)
  • 2015, Marzec(14, 29)
  • 2015, Luty(9, 27)
  • 2015, Styczeń(8, 12)
  • 2014, Grudzień(13, 11)
  • 2014, Listopad(19, 54)
  • 2014, Październik(21, 97)
  • 2014, Wrzesień(14, 59)
  • 2014, Sierpień(18, 45)
  • 2014, Lipiec(21, 66)
  • 2014, Czerwiec(16, 54)
  • 2014, Maj(19, 83)
  • 2014, Kwiecień(16, 60)
  • 2014, Marzec(16, 27)
  • 2014, Luty(22, 89)
  • 2014, Styczeń(26, 93)
  • 2013, Grudzień(23, 64)
  • 2013, Listopad(16, 87)
  • 2013, Październik(15, 38)
  • 2013, Wrzesień(22, 129)
  • 2013, Sierpień(25, 53)
  • 2013, Lipiec(25, 94)
  • 2013, Czerwiec(19, 32)
  • 2013, Maj(21, 89)
  • 2013, Kwiecień(23, 60)
  • 2013, Marzec(15, 61)
  • 2013, Luty(10, 41)
  • 2013, Styczeń(10, 47)
  • 2012, Grudzień(10, 25)
  • 2012, Listopad(13, 79)
  • 2012, Październik(9, 83)
  • 2012, Wrzesień(22, 95)
  • 2012, Sierpień(17, 61)
  • 2012, Lipiec(12, 43)
  • 2012, Czerwiec(22, 66)
  • 2012, Maj(17, 35)
  • 2012, Kwiecień(15, 32)
  • 2012, Marzec(14, 68)
  • 2012, Luty(8, 38)
  • 2012, Styczeń(15, 44)
  • 2011, Grudzień(5, 27)
  • 2011, Listopad(11, 24)
  • 2011, Październik(12, 36)
  • 2011, Wrzesień(18, 71)
  • 2011, Sierpień(21, 67)
  • 2011, Lipiec(23, 79)
  • 2011, Czerwiec(20, 36)
  • 2011, Maj(17, 115)
  • 2011, Kwiecień(26, 116)
  • 2011, Marzec(23, 112)
  • 2011, Luty(17, 88)
  • 2011, Styczeń(26, 102)
  • 2010, Grudzień(22, 91)
  • 2010, Listopad(21, 71)
  • 2010, Październik(16, 52)
  • 2010, Wrzesień(23, 129)
  • 2010, Sierpień(28, 125)
  • 2010, Lipiec(26, 83)
  • 2010, Czerwiec(19, 55)
  • 2010, Maj(24, 74)
  • 2010, Kwiecień(16, 11)
  • 2010, Marzec(25, 18)
  • 2010, Luty(26, 33)
  • 2010, Styczeń(23, 7)
  • 2009, Grudzień(14, 12)
  • 2009, Listopad(17, 14)
  • 2009, Październik(11, 27)
  • 2009, Wrzesień(20, 13)
  • 2009, Sierpień(23, 20)
  • 2009, Lipiec(3, 1)
  • 2009, Czerwiec(1, 2)
  • 2009, Maj(2, 0)

Linki

  • Rowerowe blogi na bikestats.pl
Niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozjazd:)

Najpierw do całodobowej apteki, po Deramtol ( skądinąd polecam na te wszystkie rany poszutrowe, świetnie ściąga i bardzo ładnie się goją i blizn prawie nie ma), a potem do Radłowa i z powrotem na pływanie i odpoczywanie.
Dzisiaj jednak tak fajniieeeee nie było ( no oprócz rewelacyjnej wody i pływania), bo bardzo dużo ludzi. Wszędzie słychać tylko... kur... spierd... zajeb...
Wszędzie i cały czas.
Do tego muza z aut, taka kompletnie nie moja, zapachy grilla...
Zdecydowanie niedobre miejsce to było dzisiaj na odpoczynek.
Trzeba spróbować jednak w czasie tego urlopu jeszcze czegoś innego. Jakieś góry chyba:). Cisza , spokój i bez ludzi.

Ale woda świetna, jak nad morze w Chorwacji:)


Radłowska, czysta woda © lemuriza1972
  • DST 40.00km
  • Teren 4.00km
  • Czas 02:05
  • VAVG 19.20km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)
Sobota, 3 sierpnia 2013

Maraton nr 40 czyli Komańcza

I już po maratonie w Komańczy.
Upał mnie nie zabił:). Przeżyłam. Nie było tak źle. Sporo kilometrów jechaliśmy przez las, więc upał nie był tak odczuwalny. Ale były też otwarte podjazdy, i one ze względu na upał , dały jednak trochę w kość.
Komańcza, w której miałam okazję gościć po raz pierwszy, rzeczywiście bardzo, bardzo gościnna.
Wyjątkowa atmosfera. Piękne tereny. Cisza.. spokój, góry… do chodzenia i jeżdżenia na rowerze idealne, chociaż nie wysokie.
Trasa ładna, nietrudna technicznie ( co nie przeszkodziło mi zaliczyć kompletnie głupi upadek zaraz na początku, nie wiem czy popełniłam jakiś błąd, czy opona straciła przyczepność – mocno już „zjechana” – ale zamówiona już nowa:)). Bardzo fajna końcówka trasy. Ta końcówka szczególnie mi się podobała.
A ja? Cóż wynik średni, bardzo średni.
Kategoria miejsce 5 ( na 6 zawodniczek), open miejsce 7 na 10.
Ale cóż.. patrząc na listę startową wiedziałam, że o jakiś spektakularny sukces będzie ciężko. O ile zjazdy szły mi dobrze i dawno chyba nie jechałam tak szybko i pewnie, to na podjazdach nie czuję takiej mocy jak kiedyś.
Czy to brak treningu czy wiek i jednak pewnie „wypalenie”? Nie wiem.
Ambicji wystarczyło mi na pierwsze kilometry , środek miałam przeciętny i wg mnie dobrą końcówkę.
Na 12 km przed metą, doszła i wyprzedziła mnie Ania z Rzeszowa ( dużo, dużo młodsza ode mnie, ale zdecydowanie mniej doświadczona jeśli chodzi o maratony). Jeszcze w tym roku z Anią nie przegrałam i kiedy mnie doszła, powiedziałam sobie: nie przegram też dzisiaj. No i zrobiłam co w mojej mocy i udało się, ale kosztowało mnie to dość dużo ( przede wszystkim psychicznie trzeba było mocno "pracować", żeby sobie nie odpuścić). Na szczęście końcówka była chyba bardziej pode mnie niż Anię, bo było sporo zjazdów, takich że moje maratonowe doświadczenie się przydało.
I z tego jestem zadowolona, ze te 12 km nie odpuściłam, tylko zrobiłam co w mojej mocy, żeby nie dać się wyprzedzić.
A co najważniejsze… dzisiaj ukończyłam swój 40 maraton.
Zaczęłam w 2007 roku od maratonu w Krakowie ( Grabek), potem były Michałowice, potem Kraków u Golonki, potem Nowiny u Golonki.
Nastepny rok to już Bardo u Golonki, Tarnów u Grabka, Michałowice i Krynica.. mój pierwszy bardzo poważny górski maraton. A w 2009 r. był już GG w najlepszym wydaniu… Szczawnica, Międzygórze, Głuszyca, Krynica… to te ważniejsze maratony…
I rok 2010.. mój najcięższy i najlepszy maratonowi rok.. Głuszyca, Krynica, Karpacz, Istebna… Rabka itd. Wszystko co najlepsze w maratonach mtb w Polsce. Tak myślę.
I 5 miejsce w generalce na mega w K3 i 2 miejsce w TOP5 w K3.
Cieszę się, ze dane mi było to przeżyć. Przeżyć te 40 maratonów, większość u GG, potem były Cyklokarpaty, Bike Maraton i Świętokrzyska Liga Rowerowa.
Dystanse: głównie mega, ale też mam na swoim koncie 3 giga ( Cyklo, ŚLR). Tyle, że te giga, to dla mnie zawsze będą takimi golonkowymi mega.
I tak to było… A co będzie dalej?
Tego nie wiem. Może będę jeszcze jeździć an zawody, a może „ w końcu powiem sobie dość”. Zobaczymy.
Dzisiaj był maraton nr 40 i uważam, że to jest powód do świętowania.
6 lat startów. Całkiem sporo:). Ania dzisiaj powiedziała: co??? 40 maraton? Chciałabym przejechać tyle.
Ale Ania ma 26 lat i wszystko jeszcze przede nią.
A drugi powód do świętowania jest taki, że Krysia wygrała dzisiaj na dystansie giga. I było przyjemnie zobaczyć ją tak uradowaną, a ja sama chyba ostatni raz tak cieszyłam się z czyjegoś zwycięstwa, jak Kamil Stoch zostawał mistrzem świata:).
Super!
Myślę, że Krysia ( po tej nieszczęsnej dyskusji na forum Cyklo dot. jej protestu ) udowodniła, że:
Jest bardzo waleczna, ambitna, że jest w formie i że jeszcze nie nadszedł ( jak sądzą niektórzy ) czas na przegrywanie.
Ale ja ją znam i wiedziałam, że to jeszcze nie ten czas, że jest jeszcze w stanie dużo wykrzesać z siebie.
Bo wygrać z dziewczyną, która mogłaby być jej córką to jest COŚ.
Bardzo, bardzo się cieszę i gratuluję.
Bardzo budujące było to, że podchodzili do niej ludzie, podjeżdzali jeszcze przed maratonem , z dużym zrozumieniem i wsparciem jeśli chodzi o całą tę sytuację z Dukli.
I tyle na dziś. Relacja jutro:



W drodze do Komańczy © lemuriza1972


Krysia na rozgrzewce © lemuriza1972


Tarnowski odłam Gomola Team:) © lemuriza1972


Krysia i Paweł na rozgrzewce © lemuriza1972


Dalszy ciąg rozgrzewki:) © lemuriza1972

Ania z Rzeszowa © lemuriza1972
  • Aktywność Jazda na rowerze
Linkuj | Komentuj | Komentarze(8)
Piątek, 2 sierpnia 2013

Rozruch:)



Taka moja „przedzawodowa” piosenka.
Jak jej słucham to sobie zawsze myślę „ Mamy tylko siebie, wielką mamy moc” – to o mnie i o KTM-ie:)>

No…tak, tak trzeba tak sobie powtarzać, aczkolwiek z tą mocą to jest tak różnie.
Zwłaszcza z moją:). A i KTM-ek jak słusznie zauważył dzisiaj Filip, "wytyrany".
No.. jeździ od 2009 r, niejeden ciężki maraton przejechał, więc wytyrany:). Dzisiaj dostał nową superwypaśną tarczę z przodu, ale od niej to mocy przybędzie raczej tylko przy hamowaniu:). Pod górę to mi raczej nie pomoże:).
Upał nie odpuszcza, jutro ma być podobnie. Hm….
Oby to przeżyć w zdrowiu. Ciekawa jestem tego maratonu , bo nigdy w Komańczy nie jechałam.
A dzisiaj.. dzisiaj dałam się namówić na jazdę Mirkowi, który powrócił z włoskiego urlopu.
Zwykle nie jeżdżę na dzień przed zawodami. Pomyślałam jednak : Mirek jest tak pozytywnym człowiekiem ( kto go zna to wie), że dobrze mi zrobi jazda i rozmowa z nim przed zawodami.
Zastrzegłam, że jedziemy krótko, wolno i tam gdzie jest cień czyli do Lasu Radłowskiego.
Nawet nie było aż tak bardzo czuć tego upału. Wiał lekki wiatr, więc dało się przeżyć. Jechaliśmy dość wolno z wyjątkiem mostu w Gosławicach, gdzie przycisnęliśmy mocno. Bardzo mocno.
A teraz trzeba odpoczywać przed jutrem.

Takie drzewo rośnie w Mościcach:) © lemuriza1972
  • DST 27.00km
  • Teren 10.00km
  • Czas 01:17
  • VAVG 21.04km/h
  • Sprzęt Kellys Magnus
  • Aktywność Jazda na rowerze
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)
Czwartek, 1 sierpnia 2013

Upału ciąg dalszy...



Rozleniwia mnie ten upał i ten urlop .
Myślałam żeby dzisiaj zrobić jakiś podjazdowy trening, a skończyło się na dojeździe do Radłowa i z powrotem.
Upał nie odpuszcza więc pomyślałam sobie : popływam dzisiaj jeszcze, bo jutro trzeba będzie już uciekać od słońca ( w sobotę maraton).
Tym sposobem odpuściłam też Podwieczorek MTB bo po 4 godzinach w słońcu , to już nie stać byłoby mnie na wiele.
Taki więc ten tydzień średni jeśli chodzi o jazdę. Niby trochę kilometrów zrobione, bo właściwie w każdy dzień był rower.. ale małowartościowe te kilometry.

Czytałam dzisiaj w TS wywiad z Iwoną Guzowską. Wzięła się za triathlon i to za Ironmana. Wraca na bokserski ring.
„ Pani chce sobie udowodnić przed czterdziestką, że jest fajterką nie do zdarcia?
- Zupełnie nie o to chodzi. Dla mnie „zmiana kodu”, czyli czwórka z przodu nie ma znaczenia. Chodzi o frajdę, o nowe zadanie. Mam plan za dwa lata chce zostać triathlonową mistrzynią świata w swojej kategorii wiekowej. I o to powalczę. Bo walkę w KSW traktuję jako przerywnik. Ironman – to jest to!”
  • DST 30.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 01:22
  • VAVG 21.95km/h
  • Sprzęt Kellys Magnus
  • Aktywność Jazda na rowerze
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)
Środa, 31 lipca 2013

Tour de Pologne w Tarnowie:))))

Na pamiątkę:) © lemuriza1972

Takie zdjęcie pamiątkowe, bo taka okazja w Tarnowie już się może się nie powtórzyć.
Kiedy wyjechałam z domu przed 10, czuć było, że w mieście coś dużego się dzieje.
Sporo ludzi na rowerach podążało w kierunku Kapłanówki, bo tam miał być start honorowy ( start ostry z Łęgu Tarnowskiego).
Tarnów jak na polski biegun ciepła przystało przywitał kolarzy piękną, słoneczną pogodą, a w zasadzie .. upałem ( i zapowiada się, ze tak będzie do soboty…. Aż cierpnę na tę myśl, bo jakoś źle ostatnio znoszę te upały, więc nie wiem jak „objadę” tę Komańczę).
Na Kapłanówce masa ludzi i masa rowerowych znajomych.
To niesamowite tak pochodzić między tymi kolarzami, których ogląda się w tv, między tymi teamowymi autobusami, samochodami serwisowymi.
Rowerów fajnych co nie miara.
Kolarze , niesamowicie „wylajtowani”, ale to dla mnie żadna nowość, na maratonach czołówka też tak wygląda. Jak niedożywione chłopaki:). No, ale cóż, taki to już sport. Trzeba mieć jak najmniej " na sobie" do wwożenia pod górę.
Start wygląda podobnie jak na maratonach, no tylko więcej superwypaśnych rowerów:).
Jak wystartowali próbowaliśmy z Labudu dotrzeć jeszcze na Kilkowską żeby zobaczyć jak jadą. Obrałam najkrótszą drogę. Niestety jechał z nami kolega na szosówce, a była dość długa szutrowa droga i jechał bardzo powoli. No i spóźniliśmy się o sekundy. Szkoda.
Resztę obejrzałam już w tv. Ładny atak tuż przed metą.
Żeby nie tracić dnia pojechałam w kierunku Łęgu, do Żabna, docelowo na Kakałko.
W Łegu masa ludzi przy drodze jeszcze , z flagami, wymalowanymi twarzami. Fajnie, że ludzie tak kibicują kolarzom.
Na Kakałku zrobiłam sobie postój i chwilę posiedziałam. Pustki. Gdzie te czasy, kiedy masa ludzi tam w upalne dni przyjeżdżała? Podupadł ten ośrodek i zalew jakiś jakby brudniejszy.
Potem do domu przez Glów, Radłów, naddunajcowe wertepy zaliczyłam również. Na chwilę zatrzymałam się nad Dunajcem.
Jazda.. bez werwy. Dzisiaj niby tylko 35 stopni w słońcu, więc dało się jechać żwawiej, ale jakoś tak chyba niespecjalnie mi się chciało.
Rozleniwia mnie ten urlop. I jakoś mało mocy czuję.
Ale w sumie…. Cóż..
Krysia mnie kiedyś zapytała: Iza, a czy ty zrobiłaś w tym roku chociaż jeden trening?
No.. dwa zrobiłam.
Dwa zaplanowane siłowe treningi, kiedy to na Wał wjeżdżałam dwukrotnie.
I tyle. Reszta to takie jazdy wycieczkowe. Niby dużo tego jeżdżenia, bo mija lipiec a zrobiłam w lipcu 1000 km , ale to tylko takie jazdy… żeby jeździć.
Bez planu, bez treningu, bez specjalnego "żyłowania się". Wystarczy popatrzeć na średnie. Jak sobie porównam z tymi z 2009, 2010r., to wiem, skąd wtedy była forma.
A tam… przecież ten rok i tak miał być niemaratonowy.
Więc i tak jestem jakby ponad planem:).
Skąd niby ta moc ma być, jak zima taka sportowo rekreacyjna.
&feature=c4-overview&list=UUefwO7UzxsE_nRMFsYLpfpg


Autobus Astany © lemuriza1972

Miłosz P.:) © lemuriza1972


Marco Pinotti, wicemistrz świata
Miłosz rozpoczyna akcję zbierania autografów © lemuriza1972


Miłosz akcji cd © lemuriza1972

Hiszpan, Garikoitz Bravo
I jeszcze jeden © lemuriza1972


A to Polak we włoskiej grupie, Maciej Paterski
Nie tylko Miłosz zbierał autografy:) © lemuriza1972


Labudu też był © lemuriza1972



Powoli ustawiają się na starcie © lemuriza1972


Dunajec dzisiaj © lemuriza1972
  • DST 59.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 02:40
  • VAVG 22.12km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Linkuj | Komentuj | Komentarze(11)
Wtorek, 30 lipca 2013

W deszczu oglądać TdP

&feature=c4-overview&list=UUefwO7UzxsE_nRMFsYLpfpg
&feature=youtu.be

Natura bywa przewrotna.
Po wczorajszym upale przyszło ochłodzenie, ale to była dobra kolarska pogoda .
Ok. 11. 30 zadzwonił Labudu z pytaniem co planuję. W planie miałam Zakliczyn przez Lubinkę, obejrzenie TdP i może jeszcze Czchów. Umówiliśmy się więc w Zbylitowskiej Górze.
Kiedy wyjeżdżałam z domu było ciepło, więc nie przypuszczałam, że dzisiaj .. zmarznę.
A jednak:).
Tuż przed Zbylitowską Górą zaczęło padać. Deszcz był jednak niegroźny, no i ciepło, więc jadę dalej.
W Zbylitowskiej Górze czekam na Labudu. Jedzie jakaś dwójka kolarzy na szosówkach ( mężczyzna i kobieta). Pomyślałam sobie: pewnie jadą tam gdzie my. Oni pojechali, ja czekam na Labudu.
W Błoniu, na górce dojrzeliśmy ich. Powiedziałam Labudu, ze już ich widziałam i że mieli nad nami co najmniej 5 minut przewagi , jeśli nie więcej, więc jak na szosowców, to chyba nie jadą szybko. Na Lubince ich minęliśmy. Dość sprawnie pokonaliśmy Lubinkę. Bez wielkiego spinania się, ale też nie mozolnie. A deszcz padał coraz bardziej. Kiedy zjeżdżaliśmy z Lubinki do Janowic, lało już konkretnie. Zatrzymujemy się w sklepie i biorę worki, żeby zabezpieczyć telefony.
Do Zakliczyna dojeżdżamy szybko, jest jeszcze dużo czasu do przejazdu wyścigu, więc decydujemy się jechać w kierunku Czchowa. Leje. Ciuchy przemoczone. A w Radiu mówili, że nie będzie padać i że będzie świecić słońce. Hmm…
Na 4 km przed Czchowem decydujemy się wrócić, żeby przypadkiem nie przegapić wyścigu.
Wracamy, więc na rondo w Zakliczynie i czekamy ok 40 min, niestety solidnie marznąc. Mówię do Labudu, że zawsze mogę skoczyć po worki na śmieci na stację benzynową:). Doświadczenie w jeździe w worku już mam:)>
Jakoś jednak wytrzymujemy … Zaczyna się coś dziać. Najpierw podjeżdżają samochody sponsorów. Wybiegają z nich ludzie i rozdają… skarpetki, czapki, wodę i inne rzeczy.
Ot cała machina. I w końcu są.. kolarze. 4 osobowa ucieczka ( właśnie z bólem serca oglądałam w tv jak peleton połknął ją tuż przed metą).
Potem jeszcze jedzie peleton, chwila moment i po wszystkim.
Wracamy do domu, dość szybko nam to idzie. Deszcz znowu zaczyna mocno padać tuż przed Tarnowem.
Jutro jednak powinna być już piękna pogoda, właśnie wyszło słońce.
A to ważne jaka będzie pogoda w Tarnowie, bo jutro TdP rusza z Tarnowa.
Jutro etap z Tarnowa do Katowic, więc na pewno pojadę oglądać start.


W okolicach Czchowa © lemuriza1972

Labudu w Zakliczynie © lemuriza1972

Zaczyna się © lemuriza1972


Skandia? Tylko do zdjęcia:) © lemuriza1972


Nadjeżdżają © lemuriza1972


Ucieczka z kolarzem CCC © lemuriza1972


Peleton © lemuriza1972

Peleton © lemuriza1972
  • DST 70.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 02:58
  • VAVG 23.60km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Linkuj | Komentuj | Komentarze(9)
Poniedziałek, 29 lipca 2013

Piekło:)

Jeśli wczoraj był upał, to dzisiaj było… piekło.
Wyjechałam z domu o 10.30 i nie było czym oddychać. Zatykało. Zastanawiam się czy dzisiaj byłabym w stanie podjechać jakikolwiek podjazd, bo nawet wjazd na most w Gosławicach sprawił mi nieco trudności.
Pojechałam do Radłowa. Tam bardzo przyjemnie. Nad wodą upału nie czuć, tym bardziej, że co chwilę wchodziłam do wody popływać. Jakie to przyjemne.. taka chłodna woda i pływanie:).
Niestety powrót już taki fajny nie był.
Żar, afrykański żar. Dzisiaj to chyba było 45 stopni w słońcu.
Wlokłam się niemiłosiernie. Nie byłam w stanie rozwinąć jakiejś większej prędkości, ani mi się specjalnie nie chciało.
W Rudce zatrzymałam się w sklepie, bo nie miałam już nic do picia i po tym "bufecie" jakoś dowlokłam się do domu.
Jutro na szczęście temperatura ma ponoć spaść znacząco, więc będzie można zrobić jakąś dłuższą jazdę.
Tour de Pologne jutro jedzie przez nasz piękny powiat tarnowski, więc kto wie, może pojadę popatrzeć.
Zobaczymy. W środę mają start z Tarnowa ( do kolejnego etapu), więc też będzie można pooglądać.
Hm… w sobotę maraton w Komańczy. Temperatura ma być wysoka. Jeśli będzie tak wysoka jak dzisiaj to nie bardzo sobie to wyobrażam.
Zdarzało mi się jechać w bardzo wysokiej temperaturze ( powyżej 30 stopni), np. maratony w Tarnowie, maraton w Ustroniu, Głuszycy, ale tylko raz zdarzyło mi się jechać maraton w temperaturze powyżej 40 stopni w słońcu.
I to było przeżycie traumatyczne.
Pisałam nie raz już o tym. To były Michałowice 2008. Łatwy technicznie maraton, ale niestety w 90% trasa w otwartych polach. Słońce grzało tak, że trudno to sobie wyobrazić.
Miałam już dreszcze, momenty załamania takie, że myślałam, że usiądę i nie pojadę dalej.. ale nie było drzew, cienia i nie było gdzie usiąść:), więc trzeba było jechać…
Miałam wtedy jechać dystans 70 km ( dwie pętle). Skonczyłam po pierwszej pętli, zresztą nie tylko ja, większość skończyła.
O ile dobrze pamiętam 7 osób pojechało na ten długi dystans, a Furman ( bo to chyba on) o ile dobrze pamiętam wylądował w karetce.
Więc oby takiej temperatury nie było. 30 stopni można przeżyć. 40 stopni, myślę, że będzie bardzo ciężko.
Po Michałowicach pytałam Mirka, co można zrobić, jak się przygotować na taką temperaturę.
Mirek powiedział: nie przygotujesz się za bardzo… jeden organizm lepiej to znosi, drugi gorzej… i na to wielkiego wpływu nie masz.

No oczywiście można byłoby próbować jeździć w takich temperaturach, przyzwyczajać organizm do takiego wysiłku.
Ja staram się cały tydzień przed takim wyścigiem bardzo, bardzo dużo pić.
I koniecznie Litorsal.
Jakieś inne pomysły?


Urlop:))) © lemuriza1972


Zalew w Radłowie © lemuriza1972


Dunajec © lemuriza1972
  • DST 31.00km
  • Teren 4.00km
  • Czas 01:34
  • VAVG 19.79km/h
  • Sprzęt Kellys Magnus
  • Aktywność Jazda na rowerze
Linkuj | Komentuj | Komentarze(7)
Niedziela, 28 lipca 2013

84 km UPAŁU czyli na Jamną



Kiedy tuż po 8 wyszłam z domu wyrzucić śmieci i zalało mnie słońce, żar, duchota itd..pomyślałam: rany… rozsądniej byłoby dzisiaj odpuścić taką długą jazdę.
Ale zaraz pomyślałam: damy radę…
A jednak nie okazało się to takie proste.
Nad ranem sen: jakimś wałem jedzie człowiek na rowerze i nagle spada z tego wału, zalicza ogromne OTB, uderza głową o asfalt, biegnę do niego… dzwonię na pogotowie i nie mogę się dodzwonić…
( sen pewnie spowodowany był tym, że oglądałam wieczorem cudowny francuski film „ Jeszcze dalej na północ”. Gorąco polecam. W tym filmie była taka scenka jak to naczelnik poczty ze swoim pracownikiem pojechali na rowerach rozwozić listy. Pojechali razem, bo listonosz nie potrafił odmawiać i kiedy rozwoził listy to mieszkańcy miasteczka częstowali go alkoholem. Wracał na pocztę kompletnie pijany. Naczelnik postanowił więc nauczyć go odmawiania. Skończyło się tak… że obydwaj wracali na pocztę pijani i na tych żółtych , pocztowych rowerach, uciekali przed policją).
Ten sen był z pewnością zapowiedzią mojej dzisiejszej niedyspozycji.. dziwnych zdarzeń, które mi się przytrafiały na trasie ( a to na zjeździe zahaczyłam kierownicą o patyk i skończyło się upadkiem na szczęście niegroźnym, a to na zjeździe do rzeczki , który nie jest łatwy, na rozjeździe kiedy Kra.Tomasz zapytał w którą stronę jechać, przyhamowałam żeby mu odpowiedzieć, w tak niefortunnym miejscu – znowu wielki patyk, którego nie zauważyłam i rower stanął dęba a ja dostałam kierownicą w brzuch.. oj bolałooooo….)

Na początek niespodzianka – dostajemy od Marcina ( ja i Krysia) piękne zdjęcia z maratonu w Dukli.
Fajnieeeeee……..

Dzisiaj bardzo liczna ekipa:
Krysia, Adam, Marcin, Tomek, Kra.Tomasz, Bracia Labudu, Dywan, Olek i ja.
Miał być jeszcze Tata Olka czyli Piotrek, ale coś tam podziało się z rowerem.
Dzisiaj jedziemy na Jamną z Tarnowa, bez dojeżdżania samochodem. Pierwsze chyba 30 km jedzie mi się nadspodziewanie dobrze jak na taki potężny upał ( mój licznik pokazuje 40 stopni w słońcu).
Dywan co chwilę powtarza: ale tutaj jest piękniiieeeee….
To dość osobliwe"), bo przecież jest z Tarnowa. No, ale tak to jest jak przez lata jeździ się w wyścigach i trenuje do utarty tchu na jedynej górce na terenie miasta czyli Marcince:).
Nie ma czasu na wycieczki i oglądanie naszej pięknej okolicy. No, ale Dywanowi się odmieniło, dał sobie spokój z wyścigami, może teraz pozna okolicę.
Bo rzeczywiście jest piękna.
Dla nas droga na Jamną standardowa, wielokrotnie przebywana, więc już aż tak nie zachwyca.
Pytam Kra. Tomasza skąd decyzja o startach u GG, a on mówi: przez twojego bloga…
Ot niespodzianka. No miło… że mój blog stał się inspiracją.
Chyba musze pomyśleć o jakiejś prowizji od GG:).
Tomasz dobrze sobie radzi pod górę, a z tego co mówił jeździ dopiero od dwóch lat. No to szacunek.
Po 30 km czuję jak opadam kompletnie z sił i ciężko mi sobie wyobrazić jak pod dojechaniu na Jamną, wrócę z niej do Tarnowa.
Z każdym następnym podjazdem, na którym słonce praży niemiłosiernie, jest ze mną coraz gorzej.
A tak się fajnie jechało na początku…. Zaczynam mieć dreszcze i myślę sobie: ohooo niedobrze… chyba trzeba będzie wrócić z Jamnej najłatwiejszą asfaltową drogą przez Zakliczyn ( a to i tak 40 km).
Przypomina mi się maraton z 2008r. w Michałowicach, kiedy upał był podobny i kiedy na trasie było mi już przeraźliwie zimnoooooo…. Objawy udaru... A po dojechaniu na metę miałam takie skurcze, że nie pamiętam, zebym takie kiedykolwiek miała.
Niby mawia się, że nie ma złej pogody dla kolarzy. Ta dzisiejsza jednak była chyba nie dla mnie. Nie na taką długą trasę, w 2/3 prowadzącą otwartymi podjazdami.
Lasu było zbyt mało, nie było się gdzie schronić.
Ale do Jamnej jakoś się doczołguję, chociaż z trudem. Ostatni podjazd to już walka o życie i już tam wiem, że to wszystko na co mnie stać tego dnia.
Pod Domem św. Jacka pijemy oranżadę, Adam proponuje krótką pętlę po Jamnej, ja rezygnuję od razu , bo wiem, ze to by mnie zabiło i tylko kłopot by ze mną mieli.
Tomek jest tego samego zdania, więc oni jadą dalej, a my jedziemy do Bacówki i tam postanawiamy na nich zaczekać.
Nie ma tego złego co nie wyszłoby na dobre ( chociaż szczerze mówiąc czuję delikatny niesmak , że zdezerterowałam) , dawno nie siedziałam sobie tak długo w pięknych okolicznościach przyrody na Jamnej, a do tego przyjeżdżają na szosówkach Asia i Rafał Dychtoniowie.
Siedzimy, jest miło, po jakimś czasie dojeżdża nasza ekipa. Trwają rozmowy o drodze powrotnej. Jeszcze się przez chwilę łudzę, że dam radę wrócić razem ze wszystkimi, ale po pierwszych kilometrach , kiedy uświadamiam sobie, ze Adam planuje jeszcze długi , szutrowy podjazd przez las, to wiem, że to byłoby za dużo, jak dla mnie tego dnia.
Jeszcze więc tylko zjeżdżam zjazd do rzeczki ( a właściwie nie w całości, bo dzisiaj jest okropnie sucho.. nie lubię jeździć po takim suchym, niepewnie się czuję i przytrafiają mi się tam dwie małe wpadki, no ale to nie jest łatwy zjazd) i potem decyduję się na zjazd do Paleśnicy. Wraz ze mną Tomek i Krzysiek , reszta jedzie pod górę. Ot twardziele.
Ja jednak chyba wolę zimno i deszcz zdecydowanie, fizycznie, pomimo przeraźliwego zimna, lepiej czułam się podczas maratonu w Piwnicznej.
Wracamy asfaltem . Do pokonania ok 40 km. Nie są to łatwe km, pomimo tego, że płaskie właściwie. Rozgrzany asfalt, palące słońce i zupełny brak drzew przy drodze.
Ale pomimo tego jedziemy dość sprawnie i w nie najgorszym tempie jak na ten upał. Polewam się co chwilę wodą z bidonu.
W pewnym momencie jednak zaczyna mnie boleć stłuczony brzuch i myślę sobie: niedobrze…
Ale przechodzi na szczęście.
W takim upale jeszcze w tym roku nie jechałam. Mówię potem do Tomka: można jeździć taką trasę jak jest 30 stopni, ale nie 40…
Bo szczerze mówiąc chociaż pod względem towarzyskim było jak zwykle super, to jazda dla mnie nie była dzisiaj przyjemna ( z wyjątkiem pierwszych 30 km). Potem nie miałam już siły na podziwianie widoków, robienie zdjęć, czołgałam się na Jamną jak zombi.
Dzisiaj to idealny byłby cień lasu i wtedy można byłoby jeździć.
Ale te 84 km w takim upale i przy tak palącym słońcu, i do tego ze sporą ilością podjazdów, to jak dla mnie było zdecydowanie za dużo.
Końcówkę pojechałam sobie terenem ( niebieski nad Dunajcem) i Buczyna. Jaka to ulga zboczyć z asfaltu
Bilans dzisiejszy: wypite 4 bidony, oranżada na Jamnej, małe piwo w Bacówce.
Dawno nie wracałam z taką radością do domu. A w domu wanna pełna zimnej wody. Co za ulga…
Jutro pływam, czytam, odpoczywam.. a rower tylko jako środek lokomocji do Radłowa i z powrotem.

PS Pomimo, że było ciężko, to jednak nie żałuję, że pojechałam.
Zawsze to w nogach te km zostają:)
Jedzie czołówka © lemuriza1972


Krysia i Marcin © lemuriza1972



Marcinka w oddali © lemuriza1972


Krysia, Marcin, Tomek i Dywan na Lubince © lemuriza1972

Krysia i Tomek © lemuriza1972


Dywan na żółtym szlaku pieszym © lemuriza1972


Jedziemy dalek © lemuriza1972


Kurz unosi się za Dywanem © lemuriza1972


Krótka przerwa - kierownik wycieczki na pierwszym planie © lemuriza1972




Odpoczynek na Jamnej © lemuriza1972


Jak dobrze posiedzieć w cieniu © lemuriza1972

Na pierwszym planie Tomek, Rafał i Asia © lemuriza1972


Ekipa wyjazdowa © lemuriza1972

Ekipa wyjazdowa 2 © lemuriza1972

Jest nadzieja na lepszą formę:) © lemuriza1972


I jeszcze krótki filmik
&feature=youtu.be
  • DST 84.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 04:38
  • VAVG 18.13km/h
  • VMAX 60.00km/h
  • Temperatura 40.0°C
  • HRmax 170 ( 90%)
  • HRavg 147 ( 78%)
  • Kalorie 2010kcal
  • Aktywność Jazda na rowerze
Linkuj | Komentuj | Komentarze(9)
Sobota, 27 lipca 2013

Urlop:))))))))



I nadeszła wiekopomna chwila.
Doczekałam się URLOPU. Wyczekiwanego tak długo i wytęsknionego.
To był ciężki rok w pracy ( dziewczyny na macierzyńskich, nowa ustawa), a poprzedni urlop z racji wypadku Mamy był jaki był, więc czułam bardzo duże zmęczenie.

„ Lubię ten stan cisza , ja i czas”
Cisza i czas… masa wolnego czasu. Będzie można się wyspać, poczytać, pojeździć na rowerze, popływać… cokolwiek, ale zupełnie inaczej niż na co dzień.
Tak więc dzisiaj dzień pierwszy i wyjazd do Radłowa na pływanie.
Po raz pierwszy w tym roku. Jak przyjemnie znowu popływać na powietrzu , nie na basenie.
Dojazd rowerem, a jakże.
Jutro koniec „opieprzania się”, trzeba wziąć się do roboty, bo kolejny maraton za tydzień, więc jutro będzie rower.

Zimna, ale przyjemna do pływania © lemuriza1972


Życie trzeba sobie umilać tak bardzo jak się tylko da.
Ja sobie lubię je umilać takimi drobiazgami. Kupiłam dzisiaj lawendę. Prawda, że piękna?

Lawendowa przyjemność © lemuriza1972
  • DST 29.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 01:19
  • VAVG 22.03km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Linkuj | Komentuj | Komentarze(6)
Piątek, 26 lipca 2013

Filmy z Dukli

Dwa filmiki z Dukli.
Nawet udało mi się "załapać":)

  • Aktywność Jazda na rowerze
Linkuj | Komentuj | Komentarze(0)
  • Nowsze wpisy →
  • ← Starsze wpisy

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl